Jesteś tutaj: Home

Zakaz handlu nie taki diabelski jak go opisują (opinia)

Napisane przez  Łukasz Religa Opublikowano w Regionalne niedziela, 11 marzec 2018 16:13
Zakaz handlu nie taki diabelski jak go opisują (opinia) Fot: Davide Guglielmo

Dzisiaj przypada pierwsza tzw. niedziela bez handlu w świetle nowych przepisów. Na rzeczywistą jej ocenę, w tym również niedoróbek, przyjdzie nam poczekać przynajmniej kilka tygodni, aby sprawdzić jak wygląda ona w praktyce. Samo ograniczenie handlu w niedzielę nie jest natomiast tak demoniczne, jak próbuje się to przedstawiać.

 

Według raportu opracowanego przez UNI Europa Global Union i EuroCommerce w Polsce brakuje około 100 tys. pracowników handlu. Sklepy pomimo tych wakatów jednak funkcjonują, świadczą niekiedy usługi przez cały tydzień, również nocy. Odbywa się to kosztem pracowników, którzy często nie wykorzystują urlopów w terminie, czy pracować muszą w niedzielę. Dzieje się to w imię leseferyzmu, ideologii, która na dobre rozwijała się w XIX wiecznej Wielkiej Brytanii, gdzie widokiem powszechnym stały się dzieci pracujące w fabrykach. Widziałem ostatnio szacunki, z których wynika, że aż 49% pracowników fizycznych w pierwszej połowie XIX wieku miała poniżej 20 lat. Leseferyzm w imię maksymalizacji zysków dopuszczał nawet takie patologie jak niszczenie zboża dla uzyskania wzrostu cen.

 

W opozycji do pozbawionego zasad etycznych leseferyzmu gospodarczego, w powojennych Niemczech powstał nurt ordoliberelizmu. Człon ,,ordo” z łacińskiego oznacza porządek moralny - Istnieje świat poza popytem i podaż – twierdził jeden z twórców tego nurtu Wilhelm Röpke - Na straży wolnej konkurencji powinno stać prawo i moralność.

 

Ordoliberałowie wychodzili z założenia, że jeżeli o pracownika się dba, chociażby dając mu w weekend czas na wypoczynek, to wówczas staje się bardziej wydajny i w ostatecznym rozrachunku służy to gospodarce. Na ordoliberalizmie udało się Niemcom zbudować najsilniejszą gospodarkę w Europie, która też stała się narzędziem do politycznej dominacji na kontynencie. W Niemczech do dzisiaj obowiązują ograniczenia dotyczące handlu w niedzielę, nie są one co prawda tak restrykcyjne jak na początkach ordoliberalizmu, to jednak wpisały się w tamtejszy styl życia.

 

Dzisiaj krytycy ograniczenia handlu w niedziele problemu warunków pracy sieci handlowych jakby nie dostrzegali. Wielokrotnie słyszałem opinie, że jak ktoś nie chce to może bez problemu znaleźć pracę, mówią to jednak z reguły ludzie młodzi, których mobilność na rynku pracy jest znacznie większa, od osób z kilkudziesięcioletnim stażem. Jedno jest natomiast pewne, rząd wprowadzając zakaz poszedł na pewną wojnę, która może przybrać na sile, bowiem naruszono wiele interesów. Co mogę powiedzieć natomiast po kilku godzinach pierwszej niedzieli bez handlu – pracownicy dyskontów, którzy są najciężej pracującą grupą w handlu, mają dzisiaj wolne.

 

Co dalej z polskim handlem?

Wróćmy jednak do kwestii deficytu pracowników w handlu, z tego też powodu masowych zwolnień z powodu zakazu spodziewać się nie musimy. Na Węgrzech handel w ostatnim czasie boryka się z innym problem, z powodu braku siły roboczej zamykane są sklepy, jedna z niemieckich sieci żeby utrzymać obsadę dość mocno podniosła wynagrodzenia. Wskaźniki dotyczące bezrobocia w Polsce, powoli zbliżają do tych węgierskich (według Eurostatu), stąd też być może i z tym problemem przyjdzie się zmierzyć branży w Polsce. W ostatnim czasie jedna z sieci handlowych w Polsce postanowiła również wprowadzić podwyżki – być może jej analitycy przewidują, że za chwilę pojawi się problem z utrzymaniem przy sobie pracowników handlu. Sieć ta również przygotowuje oferty dla studentów – to tak odnośnie zarzutów polityków, że studenci przez zakaz handlu w niedzielę stracą swoje źródła dochodów.

 

Wysoka efektywność ekonomiczna

19 lutego na naszych łamach opublikowaliśmy informację o rankingu fDi's European Cities and Regions the Future. (Ranking Europejskich Miast i Regionów Przyszłości) przygotowany przez grupę medialną związaną z Financial Times. Bydgoszcz i województwo kujawsko-pomorskie zostało w nim sklasyfikowane w czołówce jeżeli chodzi o zagadnienie ,,efektywności ekonomicznej” (definicja ekonomiczna – dążenie do osiągnięcia oczekiwanego wyniku, przy jak najniższym koszcie). Wśród miast Bydgoszcz znalazła się na 7 pozycji, zaś regionów województwo kujawsko-pomorskie na 9. Wyżej od nas sklasyfikowano tylko miasta i regiony z Ukrainy, Rumunii, Bośni i Hercegowiny, Mołdawii i Litwy. Czy ta informacja nie powinna zapalić u naszych polityków lampki ostrzegawczej, że finansiści oceniają nasz region jako ,,tanią siłę roboczą”?

 

Kosma Złotowski

Kontakt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.