Jesteś tutaj: HomeSportPiłka nożnaLepszej inauguraji nie można było sobie wyobrazić

Lepszej inauguraji nie można było sobie wyobrazić

Napisane przez  A.D. sobota, 09 marzec 2013 21:21

Dwie czerwone kartki, kilka poprzeczek oraz cztery bramki. Tak ciekawie wyglądał właśnie początek rundy wiosennej I ligi na stadionie w Bydgoszczy.

 

Wszystko zaczęło się jednak dosyć sensacyjnie. Już na początku spotkania gospodarzy zaskoczył testowany podczas przerwy w Bydgoszczy zimowej napastnik Paweł Giel. Zawodnik Sandecji najwyżej wyskoczył w polu karnym Zawiszy i ładnym strzałem głową otworzył rezultat. Dla gości z południa Polski były to jednak miłe złego początki, bo potem na boisku dominował tylko Zawisza.

 

Miejscowi na odrobienie strat potrzebowali tylko minuty. W polu karnym rywali najprzytomniej zachował się młody Kamil Drygas, który skierował piłkę do siatki po niecelnym uderzeniu Pawła Abbotta. Ta bramka na Sandecję podziałał deprymująco, choć przez cały czas starała się prowadzić otwartą grę. Taki obraz utrzymywał się do 43. minuty.

 

- Wówczas swoje trzy grosze wtrącił sędzia, który w ogóle nie panował nad sytuacją na murawie. Widać było, że lubi rozdawać kartki na lewo i prawo i tego świadkami byliśmy także na stadionie w Bydgoszczy. Dodatkowo arbiter bardzo nas skrzywdził nie dyktując rzutu karnego w końcówce drugiej połowy - grzmiał po meczu trener przyjezdnych Mirosław Hajdo.

 

Jeszcze przed przerwą przy stałym fragmencie gry za szybko z muru wyszedł Maciej Bębenek, który miał już na swoim koncie żółtą kartkę i w po otrzymaniu drugiej musiał zejść z boiska. To był dopiero początek nieszczęść Sandecji. W 60. minucie w zupełnie niegroźnej sytuacji rywala mocno faulował wprowadzony w przerwie Wojciech Mróz.On również szybko złapał dwie kartki i biało-czarni kończyli mecz w dziewiątkę.

 

Taka różnica na boisku musiała przynieść bramki dla Zawiszy. I tak też się stało, ale dopiero po dłuższej chwili. Szczególnie mocno ze swojego trafienia po rzucie rożnym cieszył się młody Michał Płonka. Na minutę przed końcem dzieła zniszczenia dopełnił wspomniany wcześniej Paweł Abbott. Miejscowi powinno jednak wygrać zdecydowanie wyżej, bo sytuacji bramkowych mieli bez liku.

 

Powiedzieli po meczu:

Mirosław Hajdo (trener Sandecji): Wiadomo o jakie cele gra Zawisza i to było widać na boisku. Mimo to sędzia zespuł to widowisko. Wszyscy dokładnie widzieli tą sytuację z rzutem karnym, a sędzia stał kilka metrów obok. Na dodatek był to arbiter z T-Mobile Ekstraklasy. Zawisza jest na tyle mocnym zespołem, że mógł wygrać nawet bez pomocy sędziego.

 

Jurij Szatałow (trener Zawiszy): Sandecja to dobrze ułożyły taktycznie zespół, co widzieliśmy na boisku. Trzeba się cieszyć z takiego zwycięstwa po tak dużej przerwie. Ponadto musimy znacznie poprawić skuteczność, bo w takich sytuacjach jak w sobotę trzeba po prostu trafiać.

 

Zawisza Bydgoszcz - Sandecja Nowy Sącz 3:1 (1:1)
0:1 - Paweł Giel 4'
1:1 - Kamil Drygas 5'
2:1 - Michał Płonka 72'
3:1 - Paweł Abbott 89'

 

Składy:

Zawisza Bydgoszcz: Wojciech Kaczmarek - Łukasz Nawotczyński, Łukasz Skrzyński, Kamil Drygas, Piotr Petasz, Michał Masłowski (79' Wahan Geworgian), Hermes (90' Matej Nather), Michał Płonka, Jakub Wójcicki (75' Tomasz Ostalczyk), Paweł Abbott, Daniel Mąka.

 

Sandecja Nowy Sącz: Marcin Cabaj - Marcin Makuch, Arkadiusz Czarnecki, Adam Mójta, Sebastian Duda, Piotr Kosiorowski (75' Jozef Certik), Piotr Mroziński, Maciej Bębenek, Paweł Nowak, Piotr Giel (54' Maciej Górski), Patryk Tuszyński (46' Wojciech Mróz).

 

Żółte kartki: Piotr Petasz (Zawisza) oraz Sebastian Duda, Adam Mójta, Maciej Bębenek, Paweł Nowak, Marcin Cabaj (Sandecja).

 

Czerwone kartki: Maciej Bębenek /43', za drugą żółtą/, Wojciech Mróz /60', za faul) (obaj Sandecja).

 

Sędzia: Tomasz Wajda (Żywiec).

 

Widzów: 3700.

Komentarze

Warte obejrzenia

Kosma Złotowski

Klęska. Upadek. Powstanie Warszawskie. Ale skoro klęska, skoro upadek, dlaczego komuniści przez cały okres Prylu usiłowali wymazać powstanie z historii? Przecież jeśli była to klęska, to klęska „reakcyjnego Londynu”. A jednak taka narracja się nigdy nie przebiła. 1 sierpnia warszawiacy zawsze spotykali się na Powązkach. Zawsze, przez cały okres komunizmu, pamiętali. Pamiętali nie tylko klęskę, pamiętali - przede wszystkim - WALKĘ.

Czytaj więcej: Kosma Złotowski

Kontakt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.