Jesteś tutaj: HomeMagazynHistoria regionuOkruchy życia jednego z ostatnich powstańców wielkopolskich

Okruchy życia jednego z ostatnich powstańców wielkopolskich

Napisane przez  Bartłomiej Grabowski Opublikowano w Historia sobota, 20 grudzień 2014 00:48

Pamiętnik Nikodema Trojanowskiego zachował się dzięki jego synowi ks. Janowi Trojanowskiemu. Wspomnienia zawarte w dzienniku zaczął pisać dość późno bo dopiero po ukończeniu 81. roku życia. Sporządzone zostały na podstawie zebranych notatek, posiadanych dokumentów i dowodów oraz pamięci pamięci bohatera, które sięgają do lat dzieciństwa. Historia pana Nikodema jest niezwykła, brał on udział w wielu ważnych wydarzeniach, które na zawsze odmieniły losy naszej Ojczyzny.

Nikodem Trojanowski urodził się w Lipowej Górze, w powiecie Chodzież 8 XI 1898 roku. W kwietniu 1905 roku rozpoczął naukę w szkole ludowej w Sokulcu. Brał również udział w sławnym starjku szkolnym w obronie polskiej mowy 1906-1907 r. W 1917 roku został przymusowo wcielony do wojska niemieckiego, brał udział w bitwie pod Verdun, gdzie został ranny w boju i stracił lewe oko. 12 stycznia 1919 roku przystąpił do walczących oddziałów w Powstaniu Wielkopolskim. Uczestniczył również w wojnie z Rosją 1919-1920 r. Cztery lata przepracował w Urzędzie Pracy w Sokolcu i Szamocinie. Od 1 października 1924 był pocztowcem w Strzelnie. Ożenił się z Martą Wesołowską w 1926 roku w kościele parafialnym w Ostrowie. W 1930 roku przyszła na świat ich córka Barbara, trzy lata później urodził się Jan, a po nim w 1936 r. trzecie dziecko Maria. Wybuch II Wojny Światowej znów rzucił go w wir walki. Walczył jako pocztowiec w kampanii wrześniowej. W listopadzie 1939 r. wrócił do Strzelna, gdzie czekała na niego przykra niespodzianka. Niemcy odebrali mu dom. Od 1940-1945 r. pracował przymusowo na poczcie w Strzelnie w warunkach okupacyjnych. Zmarł 28 maja 1996 roku we Wronkach w wieku 98 lat. Jego mogiła znajduje się przy ul. Kolejowej w Strzelnie.

 

Do wojska niemieckiego został wcielony 15 stycznia 1917 roku, miał wtedy zaledwie 17 lat. Został przydzielony do Infantoine Regiment 143 in Strasburg (143 pułk piechoty).

 

„Pewnego razu mój kulomiot miał zadanie wysunąć się przed linię frontu na wzgórzu 304. Niemcy nazwali ten odcinek Toter Mann hohe 305. Francuzi, kiedy nas wyśledzili, to natychmiast ostrzelalii miejsca obronne i w tej sytuacji nie mogliśmy się ruszyć z miejsca, tak przez dwie doby siedzieliśmy w głębokim dole. Korzystając z chwili ciszy prędko wycofaliśmy się. Będą pod Verdun pod koniec jesiesi Niemcy za wszelką cenę chcieli poanować pozycję Francuzów i mieć w posiadaniu ten górzysty teren. Do zbrojnej akcji przygotowywaliśmy się kilka dni. 9 listopada 1917 r. wczesnym rankiem, przystąpiono do ataku. Po długich, ciężkich walkach poprzedzonych silnym ogniem artyleryjskim w południe zdobyli pierwszą pozycję francuską. Nie jestem w stanie opisać tego ataku, ponieważ walka toczyła się ze szczególnym okrucieństwem, obrzucano się ręcznymi granatami, a najbardziej przerażające okazały się miotacze ognia, które wrzucano do schronów.”[1]

12 stycznia 1919 r. w niedzielę Nikodem dowiedział się o gołanickim oddziale, do którego można było się przyłączyć. Pożegnał się z rodziną i ruszył wspomóc powstańców. O zmroku przybył do Jaktowic, gdzie zebrało się już kilku rekrutów. Formanką dojechali do Gołańczy, tam komendant skierował ich na strzelnicę Bractwa Kurkowego. Większość znała się z wojska pruskiego, część żołnierzy brała udział w bitwie pod Verdun. Wciągnięto ich na listę i przydzielono broń. Ruszyli w bój. Trojanowski brał udział w ataku na Chodzież-Szamocin-Lipową Górę. Walka rozpoczęła się 15 stycznia rano i trwała do wieczora. W bitwie wzięły udział jednostki: Batalion Wągrowiecki, Kampania Gołaniecka i {Powstańcy z Margonina. Walczyli z przerażającą pod względem liczebności i uzbrojenia wrogiem tj. regularne wojsko oraz dobrze wyposażonymi kolonistami niemieckimi. Następne dni to czas cięzkich bojów o Chodzież i Strzelno.

 

„27 stycznia 1919 r. ogłoszono alarm, włączono syreny, ale niebawem okazało się, że to nie do boju, tylko palił się młyn. Był to dzień urodzin kaisera króla Wilhelma, cesarza Niemiec. Przed rokiem obchodzono ten dzień z wielką paradą, szczególnie w wojsku, wierzono mocno, że Niemcy wojnę wygrają, a dziś sytuacja była zgoła odmienna. Cesarz uciekł do Holandii, runęła jego potęga i Niemcy przegrali wojnę. Polska powstała tymczasem by żyć.”[2]

 

Po powstaniu nieszczęsna Polska pogrążyła się w kolejną wojnę. Nikodem Trojanowski trafił na front wschodni. Już 8 sierpnia 1919 r. wziął udział razem z III batalionem w ataku na rosyjskie pozycję. Po godzinie walk przerwano front i kompania posunęła się naprzód z zamiarem zdobycia Mińska. Jednak natrafiono na silny opór nieprzyjaciela.

 

„'W Miński nie było żadnego odpoczynku. Całą noc pełniłem straż. W południe następnego dnia opuściliśmy miasto i kilka kilometrów dalej zarządzono jednodniowy odpoczynek.”[3]

 

Trojanowski był ordynansem pułk. Soberskiego z Poznania, brał udział w walkach pod Bobruskiem. Polacy zdobyli miasto. Kiedy wrócił do Lipowej Góry 22 stycznia 1920 roku, przy bramie tryumfalnej stała panienka w białym stroju, ręce miała związane, co miało oznaczać kajdany niewoli. Witając żołnierzy prosiła o zerwanie kajdan, orkiestra zaczęła grać :Jeszcze Polska nie zginęła”, tak wspomina koniec wony polsko-bolszewickiej Nikodem Trojanowski. Zwolniony z Wojska Polskiego został 4 lipca 1920 r. Nie spodziewał się, jeszcze raz będzie musiał stanąć w obronie Polski.

 

„Okupant stawał się coraz bardziej okrutny, niszczył wszystko, co miało charakter narodowy lub wyznaniowy. Niszczono biblioteki, polskie książki znajdujące się w wywłaszczonych domach, palono różne dokumenty archiwalne i kroniki. Nawet posunięto się do tego, że pewnej nocy przy końcu października 1939 r. połamano, zniszczono, porąbano wszystkie krzyże, figury i napisy polskie. Tak zniszczono figurę św. Wojciecha na placu przed kościołem. Zdewastowano też cmentarz i powywracano nagrobki.”[4]

 

Zaczęły się wywózki Polaków do Niemiec, do pracy na roli. Początkowo brano młodzież, ale niekiedy i dorosłych. Unikając wywózki Nikodem zgłosił się do pracy w tartaku w Miradzu. Po powrocie z kampanii wrześniowej Trojanowski ukrył sztandar Powstańców i Wojaków z Lipowej Góry. Nie przekazał go okupantowi, ukrył pod belką na strychu pod podłogą, a drzewiec na belką pod dachem.

 

Fragmenty z życia pana Trojanowskiego, które opisuje w tej publikacji mam nadzieje, że choć trochę przybliżą nam jego postać. Znajomi i rodzina opisują go jako człowieka skromnego, pogodnego, życzliwego, o świetnej pamięci. W końcu pamiętnik o jego losach powstał bardzo późno, po 80 roku życia bohatera. Bojowe ścieżki trwały przez niemal połowę życia pana Nikodema. O swojej służbie dla Polski mówił niewiele, walkę i pracę traktował jak zwyczajny część życia.[5] Przejść przez życie tak, jak to zrobił pan Nikodem Trojanowski to wielka sprawa, patriota zasługuje na słowa uznania. Oto okruchy życia ostatniego powstańca na tych terenach.

 


Publikacja przygotowana przez Bartłomieja Grabowskiego z Nadgoplańskiego Towarzystwa Historycznego z Kruszwicy. W przyszłą sobotę 27 grudnia będziemy obchodzić 96 rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego.



[1]    K. Chudziński, Moje wspomnienia, Nikodem Trojanowski, Strzelno 1997, s. 39.

[2]    Ibidem, s. 50,

[3]    Ibidem, s. 55,

[4]    Ibidem, s. 78.

[5]    K. Chudziński, Wieści ze Strzelna, nr 7(11) z 30 maja 1994 r.