
Wciąż na Białorusi widoczne jest niezadowolenie sierpniowymi wyborami prezydenckimi, które zdaniem opozycji zostały sfałszowane. W ostatnim czasie zauważalny jest wzrost brutalności służb porządkowych lojalnych reżimowi Łukaszenki. W ostatni weekend protesty zgromadziły w Mińsku ponad 20 tys. osób. Początkowo latem protestowały setki tysięcy, później utrzymywała się stabilna liczba 100 tys. manifestujących.
W czwartek w szpitalu zmarł Raman Bandarenka, który wcześniej został pobity przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. To zdarzenie wywołało gniew społeczny, przez co w ostatni weekend protesty były bardziej liczne niż tydzień wcześniej, ponadto odbywały się mniejsze wydarzenia protestacyjne na prowincjach.
Śmierć Bandarenki stała się impulsem do aktywizacji protestujących podczas niedzielnych akcji i utwierdzenia społeczeństwa w sprzeciwie wobec działań władz. To tragiczne wydarzenie nie spowodowało jednak obniżenia skali represji, ale wręcz jej wzrost. Świadczy to o tym, że reżim jest zdecydowany funkcjonować w ramach zasad właściwych dla państwa policyjnego, wyklucza możliwość nawiązania dialogu społecznego i nadal liczy na wygaszenie demonstracji ulicznych za pomocą siły – ocenia sytuację Piotr Żochowski, w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich – Rosnące represje nie zmniejszają skali gniewu społecznego i prowadzą do ukształtowania się (szczególnie w Mińsku) zdeterminowanych grup, zdecydowanych na kontynuację akcji ulicznego sprzeciwu. To zaś wraz z konsekwentnym łamaniem praw obywatelskich przez władze pogłębi podział w społeczeństwie na większość, która w różnych formach manifestuje sprzeciw wobec Łukaszenki, i szacowaną na ok. 20% mniejszość – lojalną wobec reżimu.
Sectetur adipiscing elit. Sed nisi ipsum, aliquet ac vulputate eu, congue nec diam. Mauris ligula metus, tempus eget scelerisque nec, aliquet et risus. Nulla consequat elit vel ipsum pharetra quis tempor metus varius.






