– Szaleństwem jest robienie wciąż tego samego i oczekiwanie innych rezultatów – to jeden ze słynnych cytatów Alberta Einsteina. W kujawsko-pomorskim wydaniu szaleństwem jest narzekanie na to, że kolej nie funkcjonuje tak jakbyśmy chcieli, przy jednoczesnym nie podejmowaniu realnych działań, aby coś z tym zrobić. W tym wypadku zwiększyć ilość taboru spalinowego.
Co do jednego panuje w Sejmiku Województwa consensus pomiędzy koalicją i opozycją – wszyscy są zgodni, że taboru spalinowego jest za mało, co przekłada się na brak możliwości poprawy oferty przewozowej na istniejących liniach oraz właściwie brak możliwości tworzenia nowych szlaków. Co więcej – urzędnicy wprost mówią, że istniejący tabor patrząc średnio jest dość stary i zaraz może być problem z jego zastąpieniem. Jedni i drudzy zgadzają się w praktyce co do tego, że to nie jest palący problem, dlatego nic się w tej sprawie nie dzieje. Za kilka tygodni odbędzie się debata o budżecie województwa na 2027 rok, ale najprawdopodobniej jej częścią tabor spalinowy nie będzie.
Propozycje budżetowe jakie wyszły w tym roku ze strony opozycji dotyczą np. odbudowy zachodniej pierzei w Bydgoszczy, czy zamku w Bydgoszczy. I raczej marszałek ich za poważnie nie potraktuje. Przez ponad 2 lata radni opozycji nie wpadli na to, że skoro brakuje pociągów spalinowych (oficjalny argument Urzędu Marszałkowskiego gdy w dyskusji jest oczekiwanie zwiększenia oferty na liniach bez elektryfikacji), to może należałoby się zastanowić nad jego dokupieniem. Zatem opozycja nie przedstawia wobec koalicji żadnej alternatywnej wizji.
Inne województwa kupują diesle
Problem z taborem spalinowym wynika z tego, że Unia Europejska nie jest chętna w finalizowaniu jego zakupu, uznając go za mniej ekologiczny od elektrycznego. Część polskich województw z powodu konieczności jednak kupuje tabor spalinowy. Zazwyczaj jest on używany. Niestety to nie są tanie rzeczy i trzeba liczyć to dziesiątkach milionów złotych, a realne potrzeby kujawsko-pomorskiego mogłyby sięgnąć ponad 100 mln, a może i nawet 200 mln. To nie są tak spektakularne wydatki jak budowa nowego gmachu i chyba dlatego zarówno koalicję i opozycję naszła tutaj niemoc. A jak obecny tabor za kilka lat zaniemoże to będą się tym martwić następcy.
Bez tego jednak nie poprawi się oferty na liniach spalinowych, a od grudnia pociągi z Kcyni do Bydgoszczy będą musiały jeździć z przesiadką, bo część trasy powierzono taborowi z województwa wielkopolskiego, z czasami niespecjalnie konkurencyjnymi.
Na rynku są jeszcze hybrydy, czyli gdzie się da pociągi na napędzie elektrycznym, a na pozostałej trasie spalinowym. Tutaj o unijne dofinansowanie łatwiej, ale zarówno koalicja i opozycja specjalnie o tym nie wspominała w tej kadencji.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






