
Rada Miasta zdecydowała, że ewentualne decyzje dotyczące podziału MZK na dwie spółki poprzedzi niezależna analiza. Decyzja w tej sprawie miała zapaść jednak już dzisiaj, w czasie dyskusji samorządowcy stwierdzili jednak, że nie posiadają zbytniej wiedzy prawnej.
Posiedzenie Rady Miasta rozpoczęło się z kilkudziesięciu minutowym opóźnieniem, wszystko za sprawą komisji, na której dość burzliwie debatowano nad przyszłością bydgoskiego transportu publicznego.
Wydaje mi się, że jest to ruch nieprzemyślany i zbyt pochopny. Jak stanie się jakaś awaria tramwajowa, to skąd taka spółka Tramwaje Bydgoskie weźmie autobusy zastępcze – mówił radny SLD Jacek Bukowski. Podobnie sceptyczne stanowisko przedstawiał przewodniczący klubu radnych PiS Piotr Król.
Wnioskujący o podział prezydent Rafał Bruski odniósł się jednak do sytuacji prawnej. W opinii prezydenta spółka Tramwaj Fordon, która wybuduje połączenia z największą bydgoską dzielnicą, zgodnie z umową z Unią Europejską powinna przez kilka lat zarządzać nowymi torami i prowadzić na nich przewozy – Jeżeli tego nie zrobimy, to będziemy jedynym miastem w europie, a może i na świecie, gdzie na jednych torach będziemy mieli dwóch operatorów tramwajowych – bronił swoich racji prezydent – W Warszawie spółka tramwajowa nie ma autobusów, ale działa.
Radnego Bukowskiego prezydent jednak nie przekonał – Bydgoszcz to jest jedyne miasto, gdzie część torów będzie należeć do miasta, a część do innego podmiotu. To uważam za większy nonsens. Takie rozwiązanie funkcjonuje od wielu lat na kolei.
Radny Stefan Pastuszewski wyraził z kolei pogląd, że Unia Europejska powinna się zgodzić na włączenie nowych torowisk w struktury Miejskich Zakładów Komunikacji, a pomysł podziału tej instytucji porównał do podziału PKP na spółki – Skutki tej złej decyzji będziemy latami odczuwać.
Ostatecznie można było wywnioskować, że bydgoscy samorządowcy odczuli zakłopotanie z powodu braku wiedzy prawnej na temat zasad przyznania dotacji na budowę nowych linii tramwajowych.
Radny Bukowski zaproponował, aby decyzje o ewentualnym podziale poprzedziły niezależne analizy. Z tym wnioskiem zgodził się prezydent Rafał Bruski.
Takie zachowanie radnych za dobrą monetę uważa przewodniczący związków zawodowych w MZK Andrzej Arndt – Nasi pracownicy nadal będą jednak żyć w obawie o swoje miejsca pracy.
W opinii Arndta na podziale spółek stracą głównie bydgoszczanie, gdyż dzisiaj w przypadku awarii tramwaju komunikację zastępczą można uruchomić w 15 minut, gdyby funkcjonowały dwie spółki mogło by to trwać nawet 1,5 godziny – To strata czasu mieszkańców – wyjaśniał Arndt – Jako pracownicy komunikacji patrzymy na to od strony praktycznej.
Sectetur adipiscing elit. Sed nisi ipsum, aliquet ac vulputate eu, congue nec diam. Mauris ligula metus, tempus eget scelerisque nec, aliquet et risus. Nulla consequat elit vel ipsum pharetra quis tempor metus varius.





