Zapewne wielu z nas zadaje sobie pytanie, jak będzie wyglądać Polska za 20, 50, czy nawet 100 lat. Obserwując toczące się procesy ciężko być optymistą. Upadają duże zakłady, a osiedlowe sklepiki są wypierane przez zagraniczne markety, które na dodatek w sprytny sposób płacą do budżetu niższe podatki. Za kilka lat możemy stać się zatem w pewnym sensie krajem kolonialnym.
Największy problem jednak w tym, że naszego położenia nie rozumie duża część społeczeństwa oraz politycy. Przykład ostatnich tygodni, gdy w debacie publicznej mówi się głównie o konieczności rzucenia wszystkiego i przygotowania się na wojnę z Rosją. Jest to jeden wielki absurd, bo na logikę, jak ktoś chce walczyć z jednym z ważniejszych graczy światowych, gdy Polska się po prostu zwija przez problemy wewnętrzne. Tymi jednak natchnieni romantycznymi emocjami się nie chcemy zajmować.
Bardzo niepokojące jest też to, że dla udziału w polityce ukraińskiej jesteśmy wstanie poświęcić rolników i przedsiębiorców, którzy żyją z handlu ze wschodem.
Czas się organizować
Sytuacja Polski się nie zmieni, do czasu, gdy nasze społeczeństwo nie zrozumie, że walka o zachowanie tożsamości narodowej to nie tylko kultywowanie ważnych dat historycznych, ale przede wszystkim budowanie dobrobytu gospodarczego, po to, aby Polacy mogli godnie żyć we własnym kraju, a nie musieli masowo za chlebem wyjeżdżać za granicę. Polska jeżeli ma być wielka, to musi być przede wszystkim wielka gospodarczo.
,,Swój do swego”
Ta prosta zasada jest podstawą myślenia o dobrobycie narodowym. Społeczeństwo musi być bowiem świadome, że sposób w jaki wydaje swoje pieniądze ma wpływ na gospodarkę. To od nas zależy bowiem, czy dzięki nam zarobi polska mleczarnia, polski przetwórca, polski rolnik, czy też polski sklepikarz, a nie zagraniczna sieć.
Przyszłość polskiej gospodarki zależy też od tego, czy przedsiębiorcy z naszego kraju zrozumieją, że blisko ze sobą współpracując są silniejsi. Mam tutaj na myśli przede wszystkim wybór podwykonawców. Możemy szukać bowiem partnerów za granicą lub w Polsce, przez to mając wpływ na utrzymanie miejsc pracy w naszym kraju.
Dobry przykład dają tutaj bydgoskie firmy – PESA i Gotowski – które starają się szukać polskich podwykonawców w miarę możliwości. Co ciekawe, są to firmy, które w swoich branżach odnoszą duże sukcesy.
To właśnie umiejętność samoorganizacji Polaków sprawiła, że mimo konsekwencje prowadzonej germanizacji na terenie zaboru pruskiego, przez ponad 100 lat w Poznaniu, Bydgoszczy i Inowrocławiu polskość nie umarła. Wiązało się to z pracą organiczną kilku pokoleń i wielu osób, które mogą służyć nam dzisiaj za wzór do naśladowania – Dezydery Chłapowski, Maksymilian Jackowski, Hipolit Cegielski, ks. Piotr Wawrzyniak.
Sectetur adipiscing elit. Sed nisi ipsum, aliquet ac vulputate eu, congue nec diam. Mauris ligula metus, tempus eget scelerisque nec, aliquet et risus. Nulla consequat elit vel ipsum pharetra quis tempor metus varius.





