Rok po okrągłym stole – Quo Vadis Zawiszo?

Archiwum - 21 grudnia 2013

W sobotę 21 grudnia na obiektach Zawiszy odbywało się spotkanie w ramach okrągłego stołu, które miało zażegnać konflikt wokół piłki nożnej. W praktyce spotkanie to go tylko zaogniło, a dzisiaj rok od tego momentu przyszłość Zawiszy maluje się w czarnych barwach. Być może za rok Zawisza będzie grał już w I lidze, ale nie można wykluczyć bardziej pesymistycznych scenariuszy, jak chociażby gra w III czy IV lidze.

 Zawisza nie zasługuje na bycie w Ekstraklasie – to tytuł jednej z publikacji, która ukazała się w sportowej prasie ogólnokrajowej. Jest to odpowiedź na serie porażek bydgoskiego zespołu, który w tym sezonie wygrał zaledwie 2 mecze, zaś przegrał 14.

 

Sobotę 21 grudnia pamiętam dość dobrze, bo trudno byłoby zapomnieć stworzenie z Galerii Sportu Bydgoskiego (mieści się ona w trybunie B stadionu Zawiszy) twierdzy. Przybyli na miejsce dziennikarze dowiedzieli się, że obrady są zamknięte dla opinii publicznej i do góry nikt nie może wejść. Trzeba było oczekiwać kilka godzin, aż w końcu prezydent wraz z przedstawicielem CWZS i prezesem klubu piłkarskiego zaprosili na konferencję prasową.

 

Zaczęło się od Widzewa

Za nim jednak odniosę się do tzw. okrągłego stołu, to należy cofnąć się kilka tygodni wstecz, aby przedstawić przyczyny tego spotkania. W czasie meczu z Widzewem Łódź w Bydgoszczy trybuna B była zamknięta dla kibiców decyzją wojewody. Fani Zawiszy rozsiedli się zatem głównie na trybunie C na łuku, czyli bardzo daleko od kibiców gości z którymi są zwaśnieni. Problemy większe zaczęły się, gdy na trybunę C chcieli wejść zaprzyjaźnieni z kibicami Zawiszy fani ŁKS Łódź, których ochrona nie chciała wpuścić na stadion. W ramach protestu kibice Zawiszy zaczęli opuszczać trybunę, wówczas do akcji wkroczyła policja, która oddała strzały z broni gładkolufowej i jeden z kibiców stracił oko.

 

Kibice oczekiwali wyjaśnienia tej kwestii i ukarania winnych nieprofesjonalnej interwencji. Zaczęto mówić nawet o potrzebie powołania komisji wyjaśniające to co się wydarzyło na meczu. Wszystko z tego powodu, gdyż jak się okazało nagrania z monitoringu wizyjnego zaginęły.

 

W publicznych wypowiedziach główny właściciel klubu Radosław Osuch za zamieszanie na meczu z Widzewem stanowczo atakował kibiców i to było przyczyną całego konfliktu. Kilka dni później na meczu z Lechem Poznań był on bowiem obrażany przez kibiców za tę wypowiedź – wybuch pożar, który próbowano gasić na ,,okrągłym stole” przed wigilią.

 

Z organizacją na bakier

Zanim jednak wrócę do spotkania, które miało zażegnać spór, odniosę się do kwestii zabezpieczenia spotkań piłkarskich przez organizatora, czyli klub Radosława Osucha. Swoim zrzuceniem winny na kibiców Osuch bowiem w pewnym sensie próbował uciekać od zarzutów pod własnym adresem, że tą bardzo ważną sprawą zajmuje się po prostu po dziadowsku.

 

Na jednym z posiedzeniu dwóch komisji Rady Miasta Bydgoszczy ta kwestia była poruszana. Przedstawiciele klubu nie widzieli potrzeby uczestnictwa w nim, choć ze strony Policji padło kilka ważnych zarzutów o brak profesjonalizmu. Dotyczyły one m.in. złego przygotowania agencji ochrony do zabezpieczania tego typu imprez, ale także i braku woli uczestnictwa przedstawicieli klubu w spotkaniach prewencyjnych. Policjanci przyznali także, gdy na stadion siłą wtargnęło około 200 kibiców Lecha Poznań, to służba ta wnioskowała o przerwanie meczu, gdyż nie było nawet wiadomo jakie przedmioty mogli wnieść na obiekt, na to się nie zgodził jednak klub, czyli organizator imprezy masowej.

 

O tym, że mecze Zawiszy są słabo zabezpieczane świadczy także niska ocena wystawiona przez PZPN. Być może lekceważenie wielu aspektów związanych z bezpieczeństwem doprowadziło do tragedii na meczu z Widzewem, gdzie jedna z osób została kaleką. Jak można jednak zauważyć, klub robił wszystko, aby o tym temacie mówiło się w przestrzeni publicznej jak najmniej.

 

Lojalka

Wracam jednak do spotkania w Galerii Sportu Bydgoskiego, w którym uczestniczył osobiście prezydent Rafał Bruski. Nie był on zarówno w swoim kształcie okrągły, ale po zachowaniu prezydenta można wnioskować, że nie miał on próbie pojednania nawet służyć. Jak odnoszę wrażenie wywnioskować przyszedł on na nie już z wyrobionym zdaniem na tę sprawę, stając po jednej ze stron konfliktu. Wezwał on do podpisania się działaczy Stowarzyszenia Piłkarskiego ,,Zawisza” pod pismem, które zostało popularnie okrzyknięte ,,lojalką”, w którym odcinają się oni od zachowania kibiców z meczu z Lechem, gdy Radosław Osuch był obrażany. Pozostałymi kwestiami, w tym postulowaną przez kibiców komisją wyjaśniającą wydarzenia z meczu z Widzewem – nie był zainteresowany. Nie przejął się on także tym, że monitoring na obiekcie należącym do miasta nie działał prawidłowo. Kilka miesięcy później na wspomnianym posiedzeniu Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego Rady Miasta dowiedzieliśmy się, że monitoring na stadionie Zawiszy to trochę pic na wodę, gdyż jest on bardzo słabej jakości i dopiero po nowych inwestycjach się to zmieni.

 

Antagonizujący dziennikarze

Narracja, że Stowarzyszenie Piłkarskie ,,Zawisza” nie chce się odciąć od obrażających Radosława Osucha ,,kiboli”, a zatem popiera takie zachowanie, weszła do obiegu publicznego, gdyż dziennikarze innymi kwestiami, jak kondycja finansowa klubu, czy bezpieczeństwo na trybunach, nie byli zbytnio zainteresowani. Redaktor Wojciech Borakiewicz z Gazety Wyborczej, już za nim doszło do posiedzenia ,,okrągłego stołu” robił wszystko, aby nie szukano porozumienia, lecz chciał doprowadzić do ogólnobydgoskiej krucjaty przeciwko kibicom.

 

Podałem to nazwisko z tego powodu, że był on uczestnikiem komisji poświęconej bezpieczeństwu i tak jak ja słyszał o wielu niedociągnięciach organizacyjnych klubu, w szczególności tych związanych z bezpieczeństwem. Po jego publikacjach wnioskuje, że udał, iż takie zarzuty w ogóle nie padły.

 

 

Prezydent w służbie Osucha

Przekaz, iż Stowarzyszenie Piłkarskie ,,Zawisza” popiera chuligańskie zachowania, posłużył w przyszłości jako pretekst do rozprawienia się z tą organizacją, która od wielu lat zajmuje się szkoleniem młodzieży. I choć w porównaniu ze szkółką, którą chciał utworzyć Radosław Osuch, wypadało znacznie lepiej, to podejmowano różnego rodzaju działania administracyjne, które miały tę dobrze funkcjonującą organizację zniszczyć. Kilka miesięcy temu głośno się zrobiło (za sprawą Portalu Kujawskiego) o piśmie, w którym Radosław Osuch groził prezydentowi Bruskiemu odejściem z Bydgoszczy, jeżeli ten nie spełni jego żądań odnośnie stowarzyszenia, czyli nie zabroni trenować jego podopiecznym przy ulicy Gdańskiej 163. W efekcie boiska stały puste, bo choć klub WKS Zawisza Bydgoszcz SA ich nie wykorzystywał z racji braku potrzeb, to robił wszystko, aby Stowarzyszenie Piłkarskie ,,Zawisza” nie mogło z nich także korzystać.

 

Patrząc na ten spór, na których tak naprawdę cierpiały tylko dzieci, z punktu dzisiejszego dnia, to można śmiało stwierdzić, że był on niepotrzebny.

 

Prokuratura bada prywatyzacje

Do zmartwień prezydenta zaliczyć można raport Najwyższej Izby Kontroli, która badając sposób prywatyzacji klubu oraz jego finansowania z pieniędzy publicznych zauważyła wiele nieprawidłowości. Na wniosek NIK sprawę bada toruńska prokuratura.

 

Klub ma wiele problemów

Na tym sporze jednak problemy Zawiszy się nie kończą, bo co prawda bojkot prowadzony przez zorganizowaną grupę kibiców, to główna przyczyna pustek na stadionie, dużo robią jednak też słabe wyniki. Radosław Osuch budził bowiem także kontrowersje przy doborze piłkarzy kosztem Polaków. O ile pół roku temu ten zarzut był prawie niewidoczny, to dzisiaj wszyscy zauważają, że jest to najgorszy zespół w lidze, a kolejni trenerzy nie mogą sobie z tym kryzysem poradzić. Coraz bardziej widoczny jest z kolei konflikt właściciela klubu z piłkarzami.

Do tego dochodzą kwestie finansowe i spory sądowe. Wiele osób zraziło się do klubu z powodu beznadziejnego systemu dystrybucji biletów.

 

Wątki poboczne

W okresie tego roku w mediach pojawiło się wiele wątków pobocznych, na temat których rozpisywały się media, nie dotyczą one jednak istoty problemu, stąd też nie będę się nad nimi zbytnio skupiał. Była chociażby kwestia tego, że kibice prowadzili swój sklepik z gadżetami, na czym tracić miał klub. Od kilku miesięcy jest to temat nieaktualny, no może poza taką różnicą, że klub nadal nie zarabia na pamiątkach, ale to już problem organizacyjny klubu Radosława Osucha. Dochodziło także do aktow wandalizmu wobec osoby Radosława Osucha, co należy uznać za przejaw wybitnej głupoty.

 

W ostatnim roku miał jednak miejsce jeden z największych sukcesów w historii klubu, czyli zdobycie pierwszego Pucharu Polski. Tuż po tym triumfie zaczęła się jednak tendencja spadkowa, która może bydgoskiego Zawiszę, czyli właściwie całą bydgoską piłkę nożną, sprowadzić na samo dno. Ostatnie kilkanaście lat to wielki wysiłek społeczny wielu osób, aby Zawisza wrócić mógł do rozgrywek centralnych, a potem do Ekstraklasy. To także wielki wkład Stowarzyszenia Piłkarskiego ,,Zawisza”, przeciwko któremu rozpętano niepotrzebną nagonkę.

 

Quo Vadis Zawiszo? Miejmy nadzieje, że dojdzie do opamiętania i uda się znaleźć jakieś wyjście z tej dość trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się bydgoska piłka nożna.