Posłowie PiS z lex Biziel ograli opozycję koncertowo (komentarz)

Posłowie PiS z lex Biziel ograli opozycję koncertowo (komentarz)

W czwartek Sejm przyjął poprawkę, która może uniemożliwić podjęcie rektorowi UMK decyzji o likwidacji szpitala Biziela (proces legislacyjny jeszcze się nie zakończył), posłowie PiS ogłaszają to jako swój sukces, jednocześnie pastwią się nad parlamentarzystami opozycji, że ci głosowali przeciw. Głosowanie przeciw poprawce stawia bowiem w trudnym położeniu posłów opozycji, którzy przecież też protestowali przeciwko likwidacji Biziela, poprzez konsolidację z Juraszem.

 

Z punktu widzenia mieszkańca Bydgoszczy najważniejsze jest zablokować szkodliwe dla bezpieczeństwa zdrowotnego zamiary rektora toruńskiej uczelni, co posłom Prawa i Sprawiedliwości się udało,  a kwestie związane z ,,kuchnią polityczną”, w tym momencie mało kogo będą interesowały, nie mniej jednak warto o niej napisać, bo pewne osoby może ona interesować.

 

Poprawka pojawiła się dopiero w czwartek rano, przed południem omawiana była na Komisji Zdrowia, gdzie doszło do sprzeczki pomiędzy posłem Koalicji Obywatelskiej z okręgu koszalińskiego Jerzym Hardie-Douglasem i bydgoskim posłem PiS-u Tomaszem Latosem. Hardie-Douglas zarzucał, że wymaganie zgody ministrów na konsolidację szpitali uderza w autonomię uczelni, Latos natomiast puentował, że rektor jednoosobowo nie może podejmować decyzji mogących uderzać w bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców – jeżeli ktoś śledzi bydgoską scenę polityczną, to po tej wypowiedzi by zrozumiał, że mamy do czynienia z poprawką dotyczącą naszego regionu, którą możemy nazwać lex Biziel lub lex UMK. Przysłuchiwał się temu bydgoski poseł Lewicy Jan Szopiński, w rezultacie pomimo sprzeciwu klubu Lewicy to Szopiński i Gawkowski poparli poprawkę.

 

Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej z Bydgoszczy najprawdopodobniej nie byli świadomi tego, że jedna z poprawek do ustawy o diagnostyce laboratoryjnej (która wprost przecież nie dotyczy szpitali uniwersyteckich) była poprawką lex Biziel, a posłowie PiS nie mieli potrzeby ich o tym uświadomić. W dużych klubach parlamentarnych jest tak, że do poszczególnych tematów są delegowani poszczególni posłowie, którzy wypracowują stanowisko klubu. Mogły one nie być świadome tego co się dzieje w ostatnich miesiącach w Bydgoszczy i patrzeć przede wszystkim przez pryzmat tego co mówił poseł Hardie-Douglas, że to próba ograniczenia autonomii uczelni wyższych. Brak wiedzy nad czym się głosowało to dla posła jednak kiepskie usprawiedliwienie, a już tym bardziej powiedzenie tego wprost wyborcom.

 

Tłumaczyć się próbuje jedynie posłanka Magdalena Łośko, której zaangażowania w temat obrony bydgoskich szpitali nie można odebrać, gdy jakiś czas temu rozmawiałem z nią o tym, to podkreślała, że to priorytetowy problem. Posłanka, która w tej kadencji dopiero debiutuje tłumaczyła, że gdyby NFZ wyżej wyceniał świadczenia dla szpitali to problemu konsolidacji bydgoskich szpitali by nie było, w ten sposób próbując odbić piłeczkę pod adresem rządu. Gdyby NFZ wyżej wyceniał świadczenia, to wiele szpitali miałoby znacznie lepszą sytuację finansową, także Jurasz i Biziel, ale byłbym ostrożny w ferowaniu oceny, że tematu konsolidacji by nie było. Z perspektywy rektora siedzącego w Toruniu, takie zapędy mogłyby być jeżeli tylko na papierze przekonano by go do tego, że toruńska część uczelni finansowo na tym zyska.

 

W pełni świadomy tego jak głosuje (w sensie, że przeciwko Bydgoszczy i za rektorem UMK)  wydaje się być poseł PSL Dariusz Kurzawa, który niedawno w mediach społecznościowych swoje spotkanie z rektorem UMK skomentował, iż bydgoszczanie sobie cały problem ubzdurali. W komentarzu dla Expressu Bydgoskiego Kurzawa wprost przyznaje, że głosował przeciwko poprawce świadomie, dalej tłumacząc, iż ta poprawka miała rzekomo ograniczać decyzyjność samorządów, czym pokazał, że chyba przyleciał na to posiedzenie wprost z księżyca. Gdyby bowiem konsolidacja zależała od decyzji samorządów, to tematu by nie było, bo zarówno Rada Miasta Bydgoszczy oraz Sejmik Województwa Kujawsko-Pomorskiego wyraziły negatywne stanowiska wobec zamiarów rektora, w przypadku Sejmiku także przy poparciu radnych PSL. Można odnieść wrażenie, że Kurzawa w Sejmie znalazł się przez przypadek. Warto wspomnieć, że do 2019 roku Kurzawa był wicemarszałkiem województwa i odpowiadał m.in. za drogi wojewódzkie, w tej materii województwo ma ogromne zapóźnienia, po przejściu Kurzawy do Sejmu, wicemarszałkiem odpowiedzialnym za tę działkę został inny polityk PSL Zbigniew Sosnowski, jak rozmawiam z radnymi sejmikowymi, także ci z opozycji przyznają, że po tej zmianie kadrowej widać, że coś ruszyło z miejsca, choć wyjście na prostą jeszcze trochę portwa.

 

{youtube}TZ-p_a9lGxQ{/youtube}