Radnym w sejmikach, aż tak źle się powodzi? Dostaną dodatkowe uposażenie?

Radnym w sejmikach, aż tak źle się powodzi? Dostaną dodatkowe uposażenie?

Nad ,,ciężkim” losem radnych wojewódzkich pochyliła się korporacja samorządowa jaką jest Związek Województw RP. W opinii korporacji radni na tym, że muszą na obrady dojeżdżać są stratni, dlatego Związek Województw RP apeluje o wprowadzenie rekompensat finansowych za dojazdy. W przypadku kujawsko-pomorskiego dodatkowym wsparciem objęci mogli by być wszyscy radni spoza Torunia, w tym także ci bydgoscy. Sprawdzamy jak ,,zły” jest los kujawsko-pomorskich radnych.

Na pierwszy rzut oka autorom tego pomysłu można przyznać pewną rację, bo radni zamieszkali w Toruniu mają najbliżej, a ci co jadą z Bydgoszczy muszą ponosić już koszty dojazdu. W sejmiku zasiada u nas nawet radny z Więcborka, gdzie dojazd do Torunia to ok. 110 km w jedną stronę. W miesiącu trzeba się natomiast pofatygować z 2-3 razy (sesja + komisje).

Czy dieta jest głodowa?

Radni za pełnienie funkcji otrzymują dietę (zwolniona z ZUS oraz w dużej części nieopodatkowaną), która nie jest określana w przepisach jako wynagrodzenie, ale na pokrycie kosztów pełnienia działalności. Od 2024 roku jej wysokość radni (sami sobie w głosowaniu) podnieśli i widełki dla szeregowego radnego zaczynają się od 3,7 tys. zł (bo każdy radny jest przynajmniej wiceprzewodniczącym komisji) do prawie 4,3 tys. zł dla przewodniczącej sejmiku. Niemal wszyscy radni na co dzień pracują gdzieś indziej, a pełnienie funkcji do dodatek, chociaż chyba wysokość diety nie jest aż tak niska za poświęcenie 2-3 dni, bo sporo Polaków cały miesiąc pracuje za niższe wynagrodzenie.

W kujawsko-pomorskim sejmiku w poprzednich kadencjach była kiedyś dyskusja o tym, że część radnych pomimo otrzymywania diety, za udział w uroczystościach na które kupowali kwiaty, wnioskowali o refundację ich kosztów. Gdy to wyszło, część radnych odniosła się do tego krytycznie przypominając, że dieta jest po to też, aby radni mieli za co kupić kwiaty.