Afera autobusowa BBO w praktyce rozeszła się po kościach, ale utrudni życie wielu osobom

ratusz

Od 2024 roku bydgoska prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie możliwego oszustwa przy głosowaniu w Bydgoskim Budżecie Obywatelskim. Anomalie w głosach wykrył ratusz, który zawiadomił o swoich podejrzeniach organy ścigania. Podejrzane projekty, które dotyczyły organizacji przejazdów zabytkowymi autobusami zdyskwalifikowano. Skutkiem tamtej afery są odczuwalne do dzisiaj, chociaż niekoniecznie widoczne na pierwszy rzut oka.

Pod koniec sierpnia prokuratura potwierdziła, że nieznani sprawcy podszywając się pod dane osobowe mieszkańców, generowali masowo fikcyjne poparcie. Udało się jednak udowodnić to tylko jednej osobie, która przyznała się do winy i zasugerowała warunkowe umorzenie sprawy. To też forma kary, ale o tym zdecyduje już sąd.

Mieszkańcy odczuli skutki już w 2025 roku

Pierwsze wnioski jakie wyciągnięto z tej afery to zwiększono zasady weryfikacji głosów. Dlatego już w 2025 roku wprowadzono obowiązek weryfikacji głosowania przez maila i podawania numeru PESEL.

W tym roku odczuli to natomiast organizatorzy wydarzeń

Jednym z wniosków ze śledztwa było stwierdzenie, że sam system w którym osoba zgłaszająca projekt do BBO może później go z automatu realizować może kusić do tego typu oszustw. Z tego powodu w tym roku wprowadzono będącą zmorą organizatorów projektów miękkich z BBO procedurę konkursową. Wykorzystano co prawda rządowy system Witkacy, aby projekty te organizowały organizacje pozarządowe, a nie agencje marketingowe.

Po ogłoszeniu wyników głosowania BBO, prezydent dla każdego wybranego projektu ogłaszał konkurs dla NGO. Dotychczasowi organizatorzy tych wydarzeń, którzy dzięki BBO zbudowali ich markę, musieli składać do nich oferty. Wiązało się to z dodatkową procedurą oraz dodatkową sprawozdawczością. W tym roku, praktycznie sprawiło to, że projekty wystartowały znacznie później. W przyszłym roku, po tegorocznym przetarciu, wszystko ma pójść sprawniej.