Karta Inowrocławianina się rozwija, ale mogą się wkrótce pojawić problemy formalne

Karta Inowrocławianina się rozwija, ale mogą się wkrótce pojawić problemy formalne
Fot: UM Inowrocław

Kolejne podmioty oferują rabaty dla posiadaczy Karty Inowrocławianina – największym profitem jest możliwość korzystania z bezpłatnej komunikacji miejskiej (w uchwale wskazano wprost posiadanie tej karty jako wymóg). Wyroku z południa Polski pokazują, że wkrótce może zrobić się z tym problem.

W ostatnim czasie Naczelny Sąd Administracyjny unieważnił uchwałę o Gliwickiej Karcie Mieszkańca oraz o podobnej karcie w Katowicach. Prokuratura natomiast ma wątpliwości co do karty w Krakowie. Powodem jest wydawanie kart w oparciu o to, gdzie dany mieszkaniec płacił podatek PIT. Zdaniem skarżących narusza to zasadę konstytucyjnej równości. NSA uznał, że Katowice i Gliwice wyszły poza ustawowe kompetencje. Są też głosy, że kryterium PIT może wykluczać część mieszkańców faktycznie zamieszkujących daną gminę.

W przypadku Karty Inowrocławianina stosowane jest kryterium PIT, dlatego gdyby prawo miejscowe zostało uchylone to za kilka lat mogłoby zostać uchylone przez sądy.

Coś jest za coś

Samorządowcy gdyby chcieli to znaleźliby inne rozwiązanie na podstawie którego wydawane byłyby karty, problem leży jednak w tym, że PIT w tym wszystkim jest kluczowy. Możliwość posiadania karty ma zachęcać do płacenia PIT w konkretnym samorządzie, dzięki czemu uzyskuje on większe wpływy z tytułu PIT do budżetu. To nie jest polski wynalazek, bo stosowany jest na całym świecie.

Za wdrożeniem rabatów opartych na podatku PIT stał argument, iż usługi publiczne nie są do końca sprawiedliwie finansowane. W ostatnich latach wpływy z biletów w komunikacji publicznej stanowią mniej niż połowę kosztów jej utrzymania, zatem prowadzący ją samorząd dopłaca z budżetu. Mieszkańcy takiego miasta płacili w praktyce znacznie więcej, bo oprócz ceny biletów także z ich podatków dokładano resztę (kosztem inwestycji np. w drogi osiedlowe czy chodniki), gdy mieszkaniec gminy ościennej płacił jedynie cenę biletu.

W przypadku Inowrocławia samorząd pokrywa niemal cały koszt komunikacji publicznej, bo dla mieszkańców jest ona bezpłatna.