Jutro (17 stycznia) w Paragwaju dojdzie do oficjalnego podpisania umowy UE-Mercosur, nad którą pracowano od 25 lat. W Polsce budzi ona raczej negatywny odbiór, z uwagi na obawy rolników. Głos w sprawie skutków podpisania tej umowy oddajemy ekspertom ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
– Na naszych oczach wali się powojenny ład międzynarodowy. Przestają obowiązywać sojusze, podważana jest rola międzynarodowych instytucji i ONZ, wojna i siła stają się instrumentami rozwiązywania sporów międzypaństwowych. Zwiększa to niepewność co do przyszłości – zarówno pod względem społecznym jak i gospodarczym i każe poszukiwać nowych rynków zbytu, porozumień i sojuszy. Uwarunkowania te powinny być punktem wyjścia do analizy skutków Porozumienia UE z krajami Mercosuru. Dzięki niej kraje UE nie tylko uzyskują dostęp do rynku liczącego 270 milionów ludzi, ale także budują sojusz z krajami Ameryki Południowej i ograniczają nieco wpływ Chin i USA na ten region świata. – wskazuje na ważny geopolityczny aspekt prof. Zbigniew M. Karaczun – O Porozumieniu UE-Mercosur mówi się w Polsce niemal wyłącznie źle. W debacie dominują głównie kwestie jej wpływu na polskie (i unijne) rolnictwo, a wiele podnoszonych argumentów nie jest oparta na faktach. Brakuje refleksji, że choć umowa znosi wiele taryf celnych i otwiera rynek UE na produkty z Mercosuru, to w rzeczywistości przyznaje bardzo ograniczony dostęp do unijnego rynku m.in. dla: wołowiny (maksymalny limit importu to 99 tys. ton tj. 1,5% całkowitej produkcji UE); wieprzowiny (max. 25 tys. ton tj. 0,1%) czy drobiu (180 tys. ton, tj. 1,3%). Trudno uznać, że takie ilości zagrożą europejskim producentom, choć należy dostrzegać ryzyka, o których piszą poniżej profesorowie Arkadiusz Artyszak i Marcin Gołębiewski. Warto jednak pamiętać, że umowa zawiera klauzule chroniące rynek UE przed nagłym wzrostem importu. Wprowadzają one m.in. możliwość tymczasowego wycofania preferencji taryfowych. Ważne jest też to, że umowa otwiera rynek Mercosuru dla towarów z UE. Także dla produktów rolnych i żywności. Do tej pory ich udział w eksporcie UE do Mercosuru, ze względu na wysokie cła, wynosił jedynie 5%.
Obawy związanych z tą uczelnią prof. Arkadiusza Artyszaka wskazują, że mowa jest o niewielkim procentowo imporcie żywności z Ameryki Poludniowej, która z uwagi na tańszą produkcję może i tak zaburzać europejski rynek i wpływać na obniżenie opłacalności produkcji rolnej w Polsce.
SGGW wskazuje też na inne ryzyka – Najbardziej wrażliwym segmentem pozostaje produkcja wołowiny. Szacuje się, że koszt wytworzenia 1 kg wołowiny w krajach Mercosur jest o 20-40% niższy niż w UE, głównie ze względu na tańszą ziemię, pasze, energię oraz znacznie łagodniejsze wymogi środowiskowe i dobrostanowe. Tymczasem marże w europejskiej, w tym polskiej produkcji wołowiny są niskie, a w trakcie trwania tzw. „dołków cenowych” często bliskie zera. Nawet ograniczony kontyngent importowy – rzędu ok. 1% unijnej produkcji – może wywoływać nieproporcjonalnie silny efekt cenowy, obniżając ceny skupu o kilka–kilkanaście procent i wypierając lokalnych producentów z rynku. Podobne mechanizmy dotyczą drobiu, gdzie różnice kosztów produkcji sięgają 15-30% oraz rynku mleka, w którym import tańszych produktów przetworzonych może pośrednio obniżać ceny surowca. W sektorach o wysokiej wrażliwości cenowej nawet relatywnie niewielkie wolumeny importu mogą prowadzić do trwałej erozji opłacalności.






