Temat ograniczonej opieki dzieci z niepełnopsrawnościami w Inowrocławiu znany znany jest od kilku miesięcy, ale na poniedziałkowej sesji Rady Miejskiej doszło do jego eskalacji, jednocześnie można odnieść wrażenie, że emocje polityczne okazały się silniejsze od zwykłej ludzkiej empatii.
Sprawa dotyczy zmniejszenia o połowę godzin dla nauczycieli wspomagających pracujących z dziećmi wymagającymi dodatkowej opieki, co krytykują głównie rodzice tych dzieci obawiając się pozbawienia ich szans rozwojowych. Przyczyna tego stanu rzeczy zaczęła się od decyzji ministerstwa, które ograniczyło finansowanie, tę lukę mogą pokrywać jednak samorządy, a inowrocławska opozycja zarzuca władzom miasta, że nie chcą zapłacić za dodatkowe godziny.
Na poniedziałkową sesję Rady Miejskie Inowrocławia przybyła dwójka rodziców, którzy chcieli zabrać głos i zaczęła się awantura. Przewodnicząca Rady Miejskiej Maria Żukowska nie chciała ich dopuścić do głosu, a jedynie proponowała spotkanie po sesji. O ich głos zabiegali radni opozycji, a koalicji wręcz przeciwnie. Kilkudziesięciominutowy spór zakończył się sporymi pretensjami, co nagrała radna Ewa Koman:
Później strony wydawały do mediów oświadczenia polityczne, wzajemnie się atakujące. Kluczowe pytania jakie mogą się jednak pojawiać dotyczą tego dla kogo jest samorząd? Kilkudziesięciominutowa awantura i wspomniane oświadczenia nie budują dobrego wizerunku inowrocławskiego samorządu i zapewne, gdyby rodzice mogliby wystąpić to rezonans poniedziałkowej sesji byłby ostatecznie znacznie mniejszy. Decyzja przewodniczącej Żukowskiej pokazała, że Inowrocław nie jest otwartym na obywateli samorządem – w kujawsko-pomorskiej spotkamy różne modele od Rady Gminy Białe Błota, gdzie na każdej sesji normalnym elementem są pytania od mieszkańców, na które odpowiada wójt i radni, przez Radę Miasta Bydgoszczy gdzie, aby zabrać głos trzeba uczynić pewne kroki, po Radę Miejską w Inowrocławiu i Sejmik Województwa, gdzie dominuje twarda ręka.






