W sobotę poziom Wisły, która jest w dużej mierze skuta lodem, przekroczył 3 metry, aby około północy dotrzeć do ponad 3,7 metra. To poziom którego nie notowano od przynajmniej dwóch lat, bowiem z powodu suszy hydrologicznej królowa polskich rzek na bydgoskim odcinku zazwyczaj nie przekracza 2 metrów, a też często nawet 1,5 metra.
Nagły wzrost poziomu rzeki, czemu sprzyja pokrywa lodowa, wymaga większej czujności służb, ale na razie daleko do poziomów w których moglibyśmy mówić o zagrożeniu. Stan ostrzegawczy zaczyna się po przekroczeniu 5,3 metra, a stan alarmowy dopiero od 6,5 metra. W przeszłości doświadczaliśmy stanów powodziowych, w 1924 roku rzeka przekroczyła na 8 metrów.
Wczoraj notowano już poziom poniżej 3,5 metra, a prognozy Instytutu Meteorologii i Gospodarki Morskiej przewidują, że do końca tygodnia rzeka będzie powolutku tracić wysokość.






