W Bydgoszczy media są w odwrocie. Treści marketingowe wypierają treści dziennikarskie (felieton)

W Bydgoszczy media są w odwrocie. Treści marketingowe wypierają treści dziennikarskie (felieton)

Odejście Jacka Glugli i Małgorzaty Czajkowkiej sprawia, że bydgoskie media wchodzą w nową rzeczywistość. Na przestrzeni ostatnich 5 lat takich nazwisk będących symbolami tej branży odeszło więcej (najprawdopodobniej w najbliższym czasie Polska Press przeprowadzi kolejną redukcję). Mówimy zatem o dłuższym procesie, który powoli zbliża się jednak do momentu, że ktoś ostatni będzie gasił światło. Wymieranie mediów lokalnych dokonuje się w momencie, gdy Polska jest szczególnie narażana na dezinformację.

Jak spojrzymy na sytuację chociażby jeszcze z 2015 roku, gdy w Bydgoszczy było na rynku więcej tytułów – wtedy jeszcze Express Bydgoski i Gazeta Pomorska miały niezależne redakcje, a liczba dziennikarzy w Bydgoszczy mogła być kilkukrotnie wyższa niż dzisiaj. Wtedy poziom pluralizmu w Bydgoszczy – co bez problemu można uznać za ewidentny fakt – był znacznie większy. Dzisiaj wygląda to jak wygląda, a tendencje są takie, że będzie jeszcze gorzej.

Przyczyn trudnej sytuacji mediów jest wiele, ale na pewno jednym z istotniejszych problemów jest transformacja cyfrowa, która sprawiła, że budżety reklamowe przejmują duże media społecznościowe, z którymi z perspektywy lokalnej trudno jest konkurować na równych warunkach. Media społecznościowe generują ruch, przy treściach który tworzą internauci, zatem platforma nie ma kosztów związanych z tworzeniem contentu, gdy w przypadku mediów to jest największy koszt. Niemalże wszystkie media optymalizują koszty, co głównie odbywa się na ludziach – czy to zwolnieniach czy ograniczaniu etatów. Mając mniej zasobów, a nie chcąc zmniejszać ilości treści wzrasta odsetek treści z tzw. przedruków komunikatów, przez co wzrasta tak naprawdę ilość czytanych przez was treści, które nie przygotowała redakcja, ale specjalista od PR danej marki lub pracownik urzędu. Już dzisiaj spora część publikacji jakie są w obiegu to przekopiowane komunikaty prasowe, które charakteryzuje to, że przekazują to co danych urząd lub dana firma chce. W 2024 roku w kampanii wyborczej mieliśmy w naszym województwie przypadki, gdy portale przekopiowywały komunikaty prasowe wysyłane przez sztaby, zatem do czytelnika szło to co politycy chcieliby pokazać, bez żadnej weryfikacji faktów. Nie przypominam sobie, aby w przeszłości miała miejsce taka sytuacja.

Problemem są też tzw. media władzy, czyli wydawane przez samorządy, ale też piszę uczciwie nie najważniejszym. Można by je przyrównać do rzucania kłód pod nogi mediom, które próbują jakoś w tej trudnej rzeczywistości się utrzymać. Pokazuje to też ciekawą sytuację, gdy bydgoski ratusz jest chyba czwartą największą redakcją w województwie (po mediach publicznych i Polska Press), a na pewno największą w Bydgoszczy –  jak wydzielimy osoby bezpośrednio piszące o Bydgoszczy. Gdyby wziąć Portal Kujawski, Metropolię Bydgoską, Gazetę Wyborczą, PAP razem to się okaże, że nas jest mniej. Dla czytelnika może to oznaczać, że już większość treści tworzą źródła związane z władzą.

Prowadzi to do tego, że media systematycznie tracą na niezależności. Wtedy też zaczynają się kalkulacje, czy np. zostawić marszałka w spokoju (samochód ze sportowymi pedałami, samochody itp.), gdy jego urząd jest jednym z głównych reklamodawców w regionie, czy zniknąć z rynku. Marszałek jest w końcu daleko tam w Toruniu, ale dzięki temu można być jeszcze w miarę widocznie blisko bydgoskich problemów. To jest naprawdę trudny dylemat, bo jak zauważymy w bydgoskich tytułach nie znajdziemy tekstów pochwalnych dla marszałka (mamy jeden wyjątek, ale go zostawmy), co pokazuje mimo wszystko asertywność, gdy w toruńskich tytułach się one pojawiają. Doprowadziło to jednak do paradoksu o którym już raz pisałem – że gdyby prezydent Bydgoszczy w 1/3 robiłby to co marszałek województwa, to w Bydgoszczy nie miałby życia. Nazywam to paradoksem, bo o ile można wskazać na nieuczciwą sytuację, to z perspektywy bydgoskiej demokracji to, że prezydent musi bardziej się liczyć z opinią publiczną jest dobre.

Politycy, którzy udają, że tego problemu nie widzą, sami mogą być tego ofiarami, jak kiedyś zostaną jedynie media publiczne, i należące do PKN Orlen Polska Press, i formacja wygrywająca wybory weźmie to przysłowiowe ,,wszystko”. Tak jak wygląda to na Węgrzech. Wtedy może tych co będą w opozycji zaboleć brak niezależnych mediów. Ministerstwo zapowiada co prawda jakieś granty dla mediów, ale najprawdopodobniej żadne bydgoskie medium nie spełniłoby i tak wymogów. Przy czym osobiście jestem przeciwnikiem tego typu dotacji, bo może to tylko jeszcze bardziej popsuć rynek, bowiem podmioty które dostana więcej, będą zaburzać wolną konkurencję.

Portal Kujawski jest od początku przedsięwzięciem misyjnym, chociaż za misję nikt nie płaci. Misję kontroli władzy także tej wojewódzkiej będziemy realizować, ale też póki są na to moce przerobowe, bo to nie jest przedsięwzięcie na którym można się wzbogacać. Jak inne przedsięwzięcia będą wymagały większego nakładu pracy, to wszystko jest możliwe – z kolei tworzenie nowych projektów to nasza odpowiedź na niepewną sytuację lokalną. Wiąże się to też z pewnymi utrudnieniami – bo wracając do ostatniego stanowiska WatchDog Polska o które poprosiliśmy, media nie powinny aplikować o granty z ratusza jak inni twórcy. Jak media tworzą jakieś treści multimedialne to zazwyczaj swoim sumptem. Gdyby odpuścić element misyjny, to od razu otwierają się zatem nowe perspektywy do wzbogacania się. Rola kontrolna wiąże się też z nieprzyjemnościami jak np. sprawy sądowe. O tym się mówi, częściej słyszy się wypowiedzi polityków jak Sławomira Mentzena, że lepiej uprawiać nierząd niż pracować w mediach. Za chwilę jednak jak ostatni zgaszą światło to czytelnikom mogą pozostać jedynie treści marketingowe, urzędowe oraz wysyp dezinformacji w social mediach.