W poniedziałek Komisja Rozwoju Miasta, Przedsiębiorczości i Nauki odbyła wyjazdowe posiedzenie w Branżowej Szkoły I Stopnia Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Bydgoszczy. Posiedzenie w całości nie było kurtuazyjne bowiem zakończyło się wymianą zdań między dyrektor Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta, a prezesem Kujawsko-Pomorskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości Jackiem Trelą. Spór ten dotknął fundamentalnych kwestii dla edukacji, dlatego warto go przybliżyć.
Zlokalizowana przy ulicy Kijowskiej szkoła chwali się bliską współpracą z czołowymi bydgoskimi firmami. Szkoła ma klasy pod patronatem m.in. Cukierni Sowa, karczmy Gazdówka, Akademii Fryzjerskiej Zaremba oraz wydawnictwa Kreska, czy dilera Mazdy Kasai Motors. Te czołowe bydgoskie firmy wspierają kształcenie bo chcą w ten sposób wykształcić sobie pracowników. Na komisji była mowa o tym, że inne znane firmy też są zainteresowane, ale nie wszyscy zagraniczni ich kontrahenci akceptują pracę w ramach praktyk małoletnich.
Radni w czasie komisji usłyszeli też żale, że tej szkole przy rekrutacji robi się pod górkę. Szkoły szczebla podstawowego są niechętne do współpracy przy promowaniu oferty tej szkoły swoim uczniom. Radni początkowo wyrażali zdziwienie tym stanem rzeczy, ze sporą ostrożnością. Dopiero pojawienie się dyrektor z ratusza Magdaleny Buschmann nieco to wyjaśniło, gdyż ona przyznała, że szkoły publiczne są mniej ufne wobec szkół prywatnych, a z taką mamy tutaj do czynienia. Szkolnictwo publiczne raczej skupia się na wspieraniu segmentu publicznego. Jednocześnie wyjaśniała, że ma to związek z tym, że są oczekiwania, aby statystycznie był duży odsetek zdawalnych matur oraz bydgoskie szkoły wysoko plasowały się w rankingach. Spotkało się to z ripostą prezesa Jacka Treli, który wskazał, że stawianie tych statystyk na pierwszym miejscu jest błędem.
Doszło zatem do starcia się fundamentalnych poglądów. Rozstrzygnąć ten spór bez większej debaty będzie ciężko.
– Musze stwierdzić, że nie dbamy o kształcenie branżowe, a rynek potrzebuje najwięcej fachowców, którzy zaczynają od kształcenia branżowego – mówi w rozmowie z nami prezes KPIRiP Jacek Trela – My jesteśmy trochę inną szkołą niż wszystkie, bo my wychodzimy naprzeciw przedsiębiorcom. To oni kształtują naszą szkołę – to nie jest szkoła narzucona odgórnie, każdy przedsiębiorca, który kształci uczniów ma ogromny wpływ jak tak szkoła będzie wyglądała. Nauka u nas trwa tydzień na tydzień, czyli tydzień mamy praktyki i tydzień mamy nauki. Powoduje to, że uczniowie skupiają się na nauce, ale też przez tydzień pozyskują wiedzę na zajęciach praktycznych.
Zdaniem prezesa Treli kształcenie branżowe z uwagi na udział przedsiębiorców, daje większe szanse na znalezienie pracy – Czy system, gdy uczymy się 4 lata w liceum, czy technikum – które jest już trochę ukierunkowane – potem idziemy na jakieś studia. Mamy średnio 8-10 lat nauki, wychodzimy na rynek i nie zawsze możemy znaleźć pracę. Tutaj możemy przez 3 lat zweryfikować swoje umiejętności, znaleźć pracę i nauka nam się nie zamyka, bo możemy iść dalej. Możemy iść do szkoły branżowej II stopnia gdzie zrobimy maturę, możemy iść na studia, ale z ogromną wiedzą techniczną, której koledzy którzy wybrali ten pierwszy wariant nigdy nie osiągną.






