Od dwóch lat możemy mówić o wyjątkowo niskim poziomie Wisły obserwowanym w Fordonie – niewiele było dni powyżej 2 metrów, a przez spory czas utrzymywał się stan poniżej 1,5 metra, gdy o zagrożeniu powodziowym mówimy powyżej 6,5 metra. Grudzień przyniósł poprawę wskaźników, ale na przełomie roku doszło do powrotu do niskich stanów. Czy to zapowiedź, że w 2026 roku Wisła raczej nie odżyje?
Pod koniec listopada poziom rzeki zaczął rosnąć, co na przełomie jesienni i zimy jest normalnym zjawiskiem. Na początku grudnia Wisła w Fordonie urosła nawet do 2,7 metra, ale to było incydentalne i już od 7 grudnia jej stan oscylował w okolicach 2,1 metra. 21 grudnia spadł poniżej 2 metrów i systematycznie dalej spada docierając dzisiaj do dokładnie 154 centymetrów.
Problem niskiego stanu dotyka obszar od Włocławka przez Toruń po Bydgoszcz, bo już w dalszym północnym przebiegu stany są już wyższe. Przyczyn można szukać na pewno w tym, że przez długie miesiące w okresie wiosenno-letnim ten obszar był objęty zagrożeniem suszowym.
Co to oznacza dla promu?
W ostatnim sezonie prom w Solcu Kujawskim w ogóle nie pływał, a w 2024 roku były to pojedyncze dni. Prom może przewozić samochody gdy na wodowskazie w Fordonie jest około 2 metrów wody, rowerzystów i pieszych przy 1,8-1,9 metra. Planowana przebudowa ramp, ma pozwolić pływać powyżej 1,3 metra, ale ciężko dzisiaj przewidzieć czy na wiosnę i latem Wisła nie spadnie poniżej tego poziomu, czego byliśmy świadkami jeszcze kilka tygodni temu.



