
Za dokładnie 2 tygodnie – w niedzielę 3 kwietnia odbędą się na Węgrzech wybory parlamentarne. Będą one inne niż poprzednie, bowiem Węgrzy będą wybierać pomiędzy dwoma blokami – rządowym Fideszu Wiktora Orbana oraz zjednoczonej opozycji od lewicy po Jobbik (pojawią się też mniejsze listy wyborcze, ale raczej nie odegrająone istotniejszej roli). O ile Fidesz traktowany jest jako faworyt to sondaże nie są już tak pewne dla Orbana, aby nie musiał się obawiać opozycji. Kłopotem dla Fideszu stała się wojna wywołana przez Rosje w Ukrainie.
Kilka dni temu na wiecu zjednoczonej opozycji obecny były polski premier Donald Tusk, w roli przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Jeszcze do niedawna częścią EPP był Fidesz Orbana, ale ostatnie miesiące pokazały, że różnice w zdaniach są na tyle duże, że politycznie drogi się rozeszły. Tusk zaatakował na tym wiecu Orbana za proputinowskie nastawienie – Wasze wybory są tak ważne dla nas i dla całej Europy. Dla marzeń Ukraińców o zjednoczonej Europie. Viktor Orban zapracował bardzo ciężko na opinię najbardziej proputinowskiej władzy w Europie
Tego samego dnia Fidesz zorganizował w Budapeszcie dla swoich zwolenników ,,marsz pokoju”, co miało być poparciem dla polityki unikania zaangażowania w konflikt ukraiński rządu. Mamy zatem z jednej strony narrację Fideszu o potrzebie zachowania przez Węgry neutralności oraz narrację opozycji według której rządy Fideszu uzależniły Węgry od Rosji, wskazującą na potrzebę bliższej integracji z Unią Europejską. Te narracje zderzą się 3 kwietnia przy urnach.
Wojna w Ukrainie problemem dla Fideszu
Zarzuty o sprzyjanie Putinowi pozwalają opozycji kopać Fidesz, który zupełnie inaczej planował ostatnie tygodnie przed wyborami. Oprę się o analizę Andrzeja Sadeckiego z Ośrodka Studiów Wschodnich – Polityka zagraniczna miała być zdecydowanym atutem rządzącego Fideszu w kampanii wyborczej. Premier Viktor Orbán liczył, że będzie mógł prezentować się jako mąż stanu o silnej pozycji międzynarodowej, co miały potwierdzać spotkania z ważnymi politykami światowymi (m.in. prezydentami Rosji i Brazylii w lutym; zapowiedzi wizyty Donalda Trumpa pod koniec marca). Eksponowane miały być także czołowa rola Orbána w budowaniu nowej międzynarodowej grupy prawicowej w Parlamencie Europejskim, jak również bliskie relacje z przywódcami środkowoeuropejskimi – opisuje Sadecki.
To wszystko jednak pokrzyżował ostatni tydzień lutego, gdy Rosja Putina zaatakowała Ukrainę – przedmiotem ostrej krytyki opozycji stały się reakcja Fideszu na wojnę oraz kontrowersyjna polityka „otwarcia na wschód”, obejmująca m.in. pogłębianie relacji węgiersko-rosyjskich w ostatnich latach.
Jeżeli chodzi o reakcję Orbana na wojnę, to opozycja wypomina chociażby jasną zapowiedź, że zakaże on przekazywania broni Ukrainie przez terytorium Węgier, a także początkową niechęć wobec ostrzejszych sankcji gospodarczych Unii Europejskiej wobec Rosji, chociażby wykluczenia z bankowego systemu SWIFT – Budapeszt został zmuszony do nagłej zmiany narracji, więc poparł wspólne stanowisko UE i NATO wobec konfliktu (w tym sankcje), podkreślając zarazem, że dążą do „trzymania Węgier jak najdalej od wojny”. Premier Orbán w dzień jej wybuchu ogłosił wprawdzie, że „wraz z sojusznikami w UE i NATO potępia atak wojskowy Rosji”, jednak w kolejnych dniach unikał odniesień do stron konfliktu oraz akcentował potrzebę utrzymania przez Węgry „strategicznego spokoju” i wystrzegania się przez nie podejmowania zbyt szybkich decyzji. Podkreślał, że Węgrzy „nie będą płacić ceny za wojnę” i zapowiadał swój sprzeciw wobec objęcia sankcjami rosyjskich firm biorących udział w rozbudowie węgierskiej elektrowni jądrowej – wskazuje Sadecki.
Dużo bardziej jednoznaczne stanowisko zaprezentowała opozycja. Sojusz sześciu partii – główny rywal Fideszu w wyborach – wezwał rządzących do natychmiastowych działań, w tym pełnego poparcia dla sankcji i zamknięcia dotychczasowych projektów współpracy z Rosją, m.in. zamrożenia rozbudowy elektrowni jądrowej Paks. Zapowiada też, że w przypadku wygranej przywróci zachodni kurs w polityce zagranicznej. W odpowiedzi na te apele władze oskarżają opozycję o nieodpowiedzialność i próby wmieszania Węgier w wojnę. Tego rodzaju narracja zdominowała przekaz prorządowych mediów w ostatnim tygodniu – opisuje sytuację drugiego obozu analityk.
Na początku lutego na Węgrzech przeprowadzono ciekawe badanie opinii publicznej (opracowane przez Publicus), z którego wynika, że o ile 89% wyborców deklarujących się jako popierających opozycję oceniło ewentualny konflikt w Ukrainie jako winę rosyjskiej polityki, a jedynie 5% było skłonnych ją uzasadnić, to już w przypadku wyborców Fideszu tylko 45% uważa, że Rosja prowadzi politykę imperialną, a 25% widziało powody do uzasadnionej interwencji wojskowej w Ukrainie. Zapytano też respondentów o poparcie udziału Węgier w NATO i tutaj 92% wyborców opozycji takowe wyraziło, ale w przypadku wyborców Fideszu jedynie 62% respondentów. Przeciwko obecności w NATO było aż 13% wyborców Fideszu. Na te wyniki trzeba wziąć jednak małą poprawkę – badanie przeprowadzono w dniach 3-9 lutego, czyli na 2 tygodnie przed rosyjską inwazją, brutalność wojsk rosyjskich i atakowanie cywilów zapewne zachwiałyby dzisiaj jego wynikami.
Sectetur adipiscing elit. Sed nisi ipsum, aliquet ac vulputate eu, congue nec diam. Mauris ligula metus, tempus eget scelerisque nec, aliquet et risus. Nulla consequat elit vel ipsum pharetra quis tempor metus varius.






