Eksperci nie chcą bezpośrednich wyborów marszałków. Argumenty mogą brzmieć paradoksalnie

Eksperci nie chcą bezpośrednich wyborów marszałków. Argumenty mogą brzmieć paradoksalnie

Czy marszałkowie województw powinni być wybierani w wyborach bezpośrednich? Gdyby zadać to pytanie w realiach kujawsko-pomorskiego to znalazłoby się sporo głosów za, bo padały wręcz stanowiska, iż brak takiego rozwiązania to główna przyczyna patologi i konfliktów w naszym województwie. Eksperci bezpośrednie wybory oceniają jednak krytycznie, paradoksalnie argumentem jest obawa, że wzmocniłoby to władzę marszałków.

We wtorek w Bydgoszczy odbywała się debata Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego o potrzebie zmian w wyborach samorządowych. Przy tej okazji zadaliśmy pytanie o kwestię wyborów marszałków – Wydaje mi się, że eksperci byli jednogłośni – przynajmniej ci którzy się wypowiadali – żeby pod tym względem nie wprowadzać jakiś daleko idących zmian, czyli pozostać przy bezpośrednim wyborze wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, chociażby dlatego, że ten zwyczaj się nam przez dwadzieścia parę lat zakorzenił – wyjaśnił prof. Paweł Swianiewicz, dyrektor Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego – Nie było głosów, które by sugerowały bezpośrednie wybory starostów, czy marszałków.

Żeby zrozumieć ten tok myślenia trzeba wejść w genezę – jeszcze do 2002 roku prezydenci, wójtowie, czy burmistrzowie nie byli wybierali bezpośrednio, ale wybierali ich radni, często ze swojego grona. Po wprowadzeniu bezpośrednich wyborów, z biegiem lat zaczęły się pojawiać głosy krytyczne, iż osłabiło to znaczenie rad gmin, które są organami kolegialnymi, a znacznie wzrosła rola prezydentów, burmistrzów i wójtów. Stąd też eksperci zaczęli zadawać sobie pytanie, czy nie należałoby zrezygnować z bezpośrednich wyborów prezydentów? Zacytowana powyżej wypowiedź prof. Swianiewicza wskazuje, że z uwagi na zakorzenienie się w naszej świadomości tych wyborów, nie planuje się rezygnacji z nich, ale nie bierze też pod uwagę zmian dotyczących starostów i marszałków.

W raporcie eksperckim, który powstał na potrzeby bydgoskiej debaty wskazano obawę, że pomysł bezpośrednich wyborów marszałków i starostów mógłby spotkać się z krytyką radnych, iż ich rola byłaby umniejszona. Druga wątpliwość dotyczy tego, ze dzisiaj jako wyborcy w wyborach samorządowych otrzymujemy 3 albo 4 karty do głosowania (w zależności czy mieszkamy w mieście na prawie powiatu), gdyby wprowadzić wybory bezpośrednie ich liczba wzrosłaby do 4 lub 6.

Do rozważenia koncepcja pośrednia oraz zrównanie okręgów z sejmowymi

W opracowaniu eksperckim, które sygnują takie autorytety jak – wspomniany Paweł Swianiewicz, Jarosław Flis, Adam Gendźwił, Bartłomiej Michalak, Magdalena Musiał-Karg i Agnieszka Pawłowska – pada propozycja, aby kandydat na radnego jednocześnie wskazywał swojego kandydata na marszałka. Wtedy jako wyborca głosowalibyśmy jednym głosem na duet – kandydata na radnego oraz wskazanego kandydata na marszałka.

W opracowaniu pojawia się też propozycja, aby rozważyć zrównanie kształtu okręgów wyborczych do sejmików z okręgami do sejmu. W kujawsko-pomorskim byłaby to spora rewolucja, bo obecnie mamy sześć okręgów do sejmiku, a do sejmu tylko dwa (w przebiegu wzdłuż linii Wisły). Według autorów propozycji przyczyniłoby się to do budowania wspólnot politycznych.

Sytuacja kujawsko-pomorska

Województwo kujawsko-pomorskie jest dość specyficzne bo jest dwustołecznem gdzie spór bydgosko-toruński jest częścią debaty publicznej. Podobną sytuację ma województwo lubuskie, ale tam mieszkańcy Zielonej Góry i Gorzowa Wielkopolskiego wybierają posłów z tego samego okręgu wyborczego, dlatego to naturalnie sprawiło, że udało się te relacje uporządkować.

Zwolennicy bezpośrednich wyborów marszałków w bydgoskich środowiskach wskazują, iż marszałek chcąc zostać wybranym musiałby zabiegać o poparcie mieszkańców całego województwa. Obecnie marszałek Piotr Całbecki trzyma się na stanowisku dzięki fenomenalnym wynikom w jednym okręgu wyborczym. Okręg ten obejmuje Toruń, gdzie poparcie marszałkowi dają decyzje uderzające w Bydgoszcz np. przenoszenie instytucji. Błędne koło polega na tym, że praktycznie czym jest gorzej oceniany w Bydgoszczy tym ma większe poparcie w okręgu toruńskim.

Dodatkowo mamy do czynienia z bardzo słabym Sejmikiem Województwa, który z powodu mogących budzić etyczne wątpliwości działań marszałka jak np. zabieranie radnych w delegacje zagraniczne, nie jest specjalnie zainteresowany kontrolowaniem organu wykonawczego.