Co roku z okazji rocznicy wizyty św. Jana Pawła II na tych ziemiach odbywają się koncerty w ramach Święta Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Wchodzimy właśnie w centralny okres świętowania i jak widzimy samorząd na znanych artystach nie oszczędzał. W końcu stara maksyma mówi o potrzebie igrzysk. Zapewne politycy z najbliższego zaplecza marszałka będą je otwierać licząc, że w ten sposób wśród słuchaczy znajdą wyborców. Problem jednak w tym, że tak dużego kryzysu samorządności wojewódzkiej nie mieliśmy od momentu utworzenia województwa.
Z okazji Święta Województwa na bydgoskich ulicach wywieszane były zawsze flagi województwa (czewono-biało-czarne), obecnie w ich miejscu wiszą flagi Politechniki Bydgoskiej, która będzie świętować duży jubileusz. Najprawdopodobniej to nie było zamierzone, ale symbolicznie dzieje się to w momencie, gdy bydgoska uczelnia jest w konflikcie z marszałkiem, co więcej od jej krytycznego głosu o swoje zaczęły zabiegać inne uczelnie.
Żeby pisać o kryzysie w wojewódzkiej wspólnotowości nie można się jedynie opierać na tym jakie flagi wiszą przy ulicy Gdańskiej w Bydgoszczy. Na temat sporu marszałka z uczelniami natomiast już można pisać – przez ostatnie pół roku widzieliśmy jak długie miesiące marszałek unikał debaty, a po tym gdy kruszył kopię za swoją narracją, nagle i tak poszedł na dalekie ustępstwa wobec uczelni. Powstaje pytanie – czy trzeba było ten spór toczyć długie miesiące, a nie można było tak od razu?
Kryzys widać jednak przede wszystkim we współpracy z samorządami. Do tej pory widoczny był głównie spór w relacji między Urzędem Marszałkowskim i Miastem Bydgoszczą, czego prostym, ale wyrazistym przykładem było nawet nie odpowiadanie na pisma. Praktycznie jednak nie zadowolenie z władzy wojewódzkiej pojawia się w większej ilości samorządów. Temat może już ucichł, ale gmina Nowa Wieś Wielka do dzisiaj pamięta jak marszałek napisał do ekologów zapytania z tezą sugerujące negatywne nastawienie do kwestii budowy terminalu w Emilianowie oraz parku przemysłowego wokół. Po sąsiedzku w Białych Błotach kilka tygodni temu oburzenie wywołała nieobecność przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego na posiedzeniu zespołu parlamentarnego w temacie hałasu, na którym były obecne najważniejsze instytucje – w sytuacji gdy urząd marszałka ma kluczowe kompetencje regionalne. Nawet jeśli wójt dyplomatycznie podchodzi do tego incydentu, to lokalna społeczność dość mocno poczuła się zlekceważona.
Tego typu zdarzenia zawsze wywołują pytania czy władza rządząca województwem nas reprezentuje? Gdy pojawia się odpowiedź negatywna, to kroki w kierunku rozpadu wspólnotowości samorządowej. Szczególnie zaskakuje nieobecność Urzędu Marszałkowskiego w Białych Błotach, bo mówiono tam o realnym problemie mieszkańców, gdzie obowiązkiem władzy jest zaangażowanie w rozwiązanie sporu.
Gdzie władza wojewódzka dezerteruje pojawia się Metropolia
Sporym echem odbił się w ostatnim czasie też apel Rady Miasta Bydgoszczy do marszałka w temacie uruchomienia bezpośrednich pociągów z Kcyni do Bydgoszczy w punkcie pierwszym i oczekiwania zaangażowania finansowego ze strony Województwa Kujawsko-Pomorskiego, na rzecz rewitalizacji ciągu Bydgoszcz – Szubin – Kcynia. Nastąpiło to kilka tygodni po tym jak Urząd Marszałkowski składał kolejne obietnice w tej sprawie, problem nich leży, że opierają się one na tym, że PKP PLK z pieniędzy rządowych znajdzie na to środki. Głos bydgoskiego samorządu oczekujący zabezpieczenia środków finansowych niósł w sobie niewiarę w zapewnienia marszałka i poszedł w kierunku konkretnego oczekiwania.
Co mnie jednak najbardziej zaskoczyło – największym echem ten apel odbił się właśnie w powiecie nakielskim w szczególności w Szubinie. Na terenie gdzie mogło się wydawać z powodów chociażby polityczno-towarzyskich pozycja marszałka Piotra Całbeckiego wydawała się jeszcze dość silna. Jesteśmy świadkami najprawdopodobniej istotnego przesilenia w tej kwestii.
Ten przykład pokazuje też, że w sprawach, gdzie Urząd Marszałkowski kapituluje lub gra na czas, przeciwwagę polityczną może budować Metropolia Bydgoszcz. Głównym ku temu atutem jest siła gospodarcza Bydgoszczy, która jest na pewno wojewódzkim liderem. Bydgoszcz jest symbolem dynamicznego rozwoju, gdy w przypadku województwa coraz więcej osób dostrzega brak skutecznej wizji. Pytanie tylko, czy prezydent Bydgoszczy będzie wstanie ten potencjał wykorzystać politycznie, tworząc z Metropolii Bydgoszcz kluczowego gracza.
Znajdziemy na pewno sporo obszarów do działania – chociażby osamotnione samorządy z północy, które oddolnie chcą budowy kolei do Bydgoszczy (przez Koronowo i Kęsowo), a w Toruniu się czują traktowani nie poważni. Jak to wszystko podliczymy to okaże się, że zwolenników obecnej władzy wojewódzkiej, której pomysły na rozwój coraz częściej opierają się na wierzeniu, że jakiegoś cudu dokona patrona województwa św. Jan Paweł II, znacznie ubyło.
Metropolia Bydgoszcz – strefa bez czeków
Na temat Metropolii Bydgoszcz warto wspomnieć jeszcze w jednym aspekcie. Główne środki inwestycyjne z regionalnej puli środków unijnych dzieli ona jako jedyna samodzielnie w ramach ZIT. Decyzje o podziale podejmowane są w atmosferze consensusu, ale lider ZIT – którym jest prezydent Bydgoszczy – nie wręcza później uczestnikom tego podziału czeków. Pozostała część województwa opiera się nadal na nieco feudalnym modelu, gdzie samorządowcy jeżdżą do Torunia po promesy od marszałka, który później w publikacjach prasowych kreowany jest na darczyńce. Faktycznie te środki pochodzą z Unii Europejskiej, a Unia ma je ze składem państw członkowskich.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






