
Dzisiaj mija szósta rocznica katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginął prezydent Lech Kaczyński, wielu przedstawicieli polskich elit, w tym bydgoszczanin, tłumacz prezydenta Aleksander Fedorowicz. Dzisiaj temat tej katastrofy budzi duże kontrowersje w debacie publicznej, sześć lat temu było zupełnie inaczej, Polacy czuli się jednym narodem.
Informacje o straszliwej katastrofie niedaleko Katynia dotarły do nas w sobotę z rana. Po południu pierwsze pod Pomnikiem Walki i Męczeństwa pojawiły się pierwsze symbolicznie zapalone znicze. Na wejściu do Urzędu Wojewódzkiego, gdzie wystawiona została księga kondolencyjna, leżała pojedyncza róża. Zauważyłem ją w momencie, gdy pracownik urzędu ściągał flagi państwowe do połowy masztu.
Jako pierwsi zebrali się kibice Zawiszy. Tego dnia miał się odbyć mecz piłkarski, z powodu katastrofy wszelkie wydarzenia rozrywkowe odwołano. Był wielki transparent oddający hołd ofiarom katastrofy, chwila zadumy i modlitwy.
Hołd bydgoszczanie ponad podziałami politycznymi oddawali przez kolejne dni. Wszystko odbywało się ze spontanicznej potrzeby serca. Gdy ciało prezydenta Kaczyńskiego i jego małżonki wróciły do Polski, naród tłumie zjeżdżał się do Warszawy – ludzie czekali nawet po kilkanaście godzin w kolejce, aby móc wejść na dosłownie kilka sekund skinąć głowę przed trumnami.
Atmosfera przypominała okres z kwietnia 2005 roku, gdy zmarł papież Jan Paweł II. Wielu do dzisiaj zadaje sobie o sens tej katastrofy. Znalezienie tej odpowiedzi wydaje się bardzo trudne. Katastrofa pod Smoleńskiem sprawiła, iż świat zaczął się interesować po co w ogóle leciał on do Katynia. Świat dowiedział się wówczas o dziesiątkach tysięcy wymordowanych Polaków na rozkaz Józefa Stalina.
Polecamy relacje z kwietnia 2010 roku:
{youtube}NFvv-y15zpg{/youtube}
Sectetur adipiscing elit. Sed nisi ipsum, aliquet ac vulputate eu, congue nec diam. Mauris ligula metus, tempus eget scelerisque nec, aliquet et risus. Nulla consequat elit vel ipsum pharetra quis tempor metus varius.






