Katolicyzm kulturowy w Bydgoszczy nie ma przyszłości (felieton)

Katolicyzm kulturowy w Bydgoszczy nie ma przyszłości (felieton)
Były prezydent Bydgoszczy przemawiający z ambony do pielgrzymów - gdzieś w województwie łódzkim

Dowodem na to, że Bydgoszcz staje się coraz bardziej świecka jest to, że przypadające 1 sierpnia obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, pierwszy raz nie przewidziały Mszy Świętej – zarówno uroczystości organizowane przez wojewodę i prezydenta oraz środowiska uznające się za jedyne prawdziwe patriotyczne. Jeszcze kilka lat temu rzecz nie do pomyślenia, ale coraz częściej sprawy boskie schodzą na dalszy plan, nawet przy upamiętnianiu św. Jana Pawła II.

Dzisiaj mamy wywołany spór polityczny o dzwony kościelne, czy należy mierzyć ich hałas, gdy obywatele chcą skorzystać ze swoich praw w kontekście ochrony przed hałasem, czy jednak powinny być ponad prawem, jak domagają się lokalni politycy PiS-u. Koronne argumenty jakie są stawiane to ,,dziedzictwo kulturowe” i ,,tradycja” – czyli możemy temu wszystkiemu przypiąć łatkę katolicyzmu kulturowego.

Tylko czy ktoś zadał sobie pytanie – czy od tej walki przybędzie chociaż jeden nowy wierny? Bo przecież od tego zależy przyszłość Kościoła. Czy może część osób odwróci się widząc to, że znowu Kościół chce mieć jakieś przywileje? To narracja oczywiście uproszczona, bo przecież to zamieszanie nie wyszło z hierarchii, tylko grupa polityków PiS próbuje sobie coś na tym ugrać. Znam przykłady osób, które chodziły w przeszłości na piesze pielgrzymki, ale w okresie pandemii odcięli się od praktykowania wiary, bo nie zgadzali się z tym, że w restrykcjach traktowano kościoły w sposób bardziej uprzywilejowany. Były to osoby z młodszych pokoleń, gdzie statystyki jasno pokazują, że procesy laicyzacyjne są najsilniejsze. Robienie wokół tej sprawy polityki to próba dojścia do starszego elektoratu, ten jednak wymiera, a młodsze pokolenia są zlaicyzowane, dlatego katolicyzm kulturowy radnego Bogdana Dzakanowskiego i jego stronników jest bez przyszłości.

W tym scenariuszu dzwony kolejnych bydgoskich parafii mogą milknąć, ale nie z powodu postępowań środowiskowych, ale spadającej liczby wiernych, przez co będzie problem z utrzymaniem tak dużej ilości świątyń. Nie mówiąc już o tym, że zabraknąć może kapłanów.

„Kościół to żywa wspólnota, a nie kustosz pięknej tradycji”

Powyższe słowa w jednym z kazań użył Prymas Polski abp. Wojciech Polak. Już w 2020 roku publicysta Krzysztof Wołodźko przedstawił diagnozę przyczyny szybkiej laicyzacji polskiego społeczeństwa. Na jej potrzeby dokonał wyraźnego podziału na katolicyzm kulturowy, czyli odwołujący się do tradycji oraz katolicyzm łaski, czyli wynikający z gorliwej wiary i życia sakramentami. Za katolików łaski można uznać pokolenia dzisiejszych dziadków, gdyż to pokolenie wyraźnie prezentuje się jako mocno religijne. Ich dzieci już niekoniecznie są tacy gorliwi, ale uznają się za katolików, bo w zostali przez swoich rodziców w tych wartościach wychowani. To jest właśnie pokolenie katolików kulturowych. Na końcu mamy najmłodsze pokolenia, wychowane przez pokolenie katolików kulturowych, dla których doświadczenie religijne jest nieczytelne lub abstrakcyjne.

Podobną diagnozę stawia ks. prof. Andrzej Dragula – w 2023 roku opublikowaliśmy relacje ze spotkania z udziałem prymasa abp. Polaka. W swojej analizie wskazał on, że dla wielu wiernych priorytetem w Kościele przestała być bliskość religijna, ale aspekt kulturowy – Problemem jest również to, że zwracający się do Kościoła katolicy kulturowi często chcą tylko sakramentów, a nie nawracania. W ich rozumienia Kościół jest przede wszystkim instytucją obsługującą potrzeby katolickiego społeczeństwa, religijną stacją obsługową, a nie wspólnotą wiary, stąd niezrozumienie wobec stawianych wymagań formacyjnych. Katolicy kulturowi na sakramenty i sakramentalia patrzą bardziej w kategoriach społecznych rytuałów niż doświadczenia misterium Chrystusa.

Wracając do początku felietonu – jak spojrzymy na relacje ze stycznia 1920 roku, gdy Bydgoszcz wróciła do Polski, to rola Mszy Świętej jest tam mocno podkreślana. Wynikało to z ogromnej potrzeby podziękowania Bogu za odzyskaną wolność, z tego też powodu bydgoska społeczność doprowadziła do budowy pomnika Chrystusa Zbawiciela nad Placem Poznańskim. Później kultywowano Msze jako ważny element uroczystości państwowych, ale element dziękowania Bogu nie był już tak istotny, a bardziej chodziło o kultywowanie tradycji. Jeszcze kilka lat temu bydgoskie uroczystości Konstytucji 3 Maja zaczynały się od sprawowanej przez biskupa Mszy Świętej na Starym Rynku publicznie. W końcu jednak i ją zamknięto szczelnie w Katedrze. Od eucharystii ucieka jednak nie tylko władza, ale też opozycja, która o ,,katolicką Polskę” rzekomo na każdym kroku walczy. W rocznice śmierci św. Jana Pawła II organizowany jest marsz polityczny, ale z Mszy się już rezygnuje.

Czy ta walka ma sens?

Politycy, którzy tak ochoczo zaangażowali się w sprawę dzwonów można zauważyć nie chcą dopuścić, aby Polska przestała być krajem instytucjonalnie katolickim. W kontekście tego, że jest to religia dominująca, mająca pewne przywileje społeczne. Warto tutaj przytoczyć słowa kard. Josepha Ratzingera z 1969 roku, na długo zanim został papieżem – Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi Wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tą małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali.

W tym kontekście być może ta walka nie ma sensu, bo pewne rzeczy muszą się zadziać, aby móc zacząć się odradzać, w tym też wśród tych którzy nie rozumiejąc katolicyzmu kulturowego swoich rodziców, dzisiaj nie potrafią w Kościele znaleźć tej nadziei. W ubiegłym roku pojawiło się w polskim internecie sporo artykułu o krajach zachodu, w tym Francji, które uznawać możemy za zlaicyzowane, o fali nowych chrztów. Być może właśnie to przewidział późniejszy papież Benedykt XVI.

Młoda diecezja z bogatymi wyczynami polityków

Diecezja Bydgoska ma zaledwie 22 lata, a można opisać sporo historii, jak np. przyjechanie na trasę pielgrzymki na Jasną Górę ówczesnego prezydenta Konstantego Dombrowicza, który chodził pomiędzy grupami pielgrzymów i obiecywał budowę aquaparku jak wygra wybory, w okresie kampanii wyborczej. Później kierownik pielgrzymki reprezentujący stan kapłański na ulotce gorąco zachęcał do głosowania na niego. Gdy wtedy wyrażałem oburzenie tym słyszałem, z ogromną pewnością siebie, że Kościół przetrwał 2 tys. lat, w czym było czuć przesadną pewność siebie, że nic nie może zagrozić. Było to jakieś 15 lat temu, wtedy nikt nie przewidywał, że kościoły tak opustoszeją, a kleryków będzie tak mało, że będą się kształcić w Poznaniu.

Patrząc obiektywnie trudno o to obwiniać jednak Kościół (oprócz tego, że kuria z biskupem mogli zareagować), bo to znowu osoby z politycznym interesem postanowiły wykorzystać ówczesną silną pozycję Kościoła na swoje partykularne interesy, tak naprawdę go drenując.

Wspomnę jeszcze o historii z pobliskiego Inowrocławia (inna diecezja), gdzie kilka lat temu Rada Miejska na wniosek nadgorliwego radnego uchwaliła specjalne przywileje parkingowe dla księży. Dzień po sesji kapłani zwołali konferencję prasową i domagali się cofnięcia przywilejów, do czego radni się przychyli. Pokazuje to jak łatwo politykom, którzy wyrażają dobre chęci, wyrządzić Kościołowi szkodę.