Lata II wojny światowej były w Bydgoszczy mroczne, ale nie można mówić, że Polacy byli bierni. Oprócz konspiracji Armii Krajowej, swoje działania podejmowali polscy mieszkańcy. Wydawana była chociażby podziemna gazeta ,,Na Straży”.
Pierwszy numer ukazał się tuż po okresie szczególnego terroru, w grudniu 1939, w nakładzie 250 egzemplarzy. Alojzy Kiliński wraz z Józefem Czubą oraz Łucją Zarzecką i Ireną Pioterkówną przy ulicy Gdańskiej drukowali ten nielegalny biuletyn. ,,Polak nie sługa, nie zna co to pany, nie da się przemocą okuć w kajdany” – pisano w biuletynie. Dystrybuowany był on kanałami prywatnymi oraz zostawiany w miejscach publicznych. Informacje do gazety brane były z nasłuchu radiowego,
Te informacje były dalekie od faktów, bo np. w marcu 1941 roku informowano o wielkich bombardowaniach Niemiec przez Anglików. W praktyce był to okres sukcesów machiny wojennej Hitlera. Chciano jednak pokazać sterroryzowanej Bydgoszczy, że jest nadzieja.
Ta sama grupa zaczęła wydawać nawet w języku niemieckim ,,Deutsche Soldaten”, które przemycane było do niemieckich koszar. Najprawdopodobniej chciano w ten sposób złamać niemieckie morale. Sprawiło to, że działalność wydawnicza postawiła na nogi gestapo. Na trop gestapo udało się dojść dopiero w maju 1941 gdy złapali dystrybuującego biuletyny chłopca, który podczas tortur wydał Kilińskiego, który stał na czele wydawnictwa. Ten uprzedzony ukrywał się, ale jego rodzina (ciotka, ojciec i siostra) trafili do trzech różnych obozów koncentracyjnych. Matkę z uwagi na wiek gestapo zwolniło.
Sam Alojzy Kiliński będąc w Bydgoszczy spalony nie poddał się. Przez Łódź dostał się do Warszawy, gdzie uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Trafił do walczącego na starówce oddziału ,,Lota”. Tam dostał się do niewoli (najprawdopodobniej korzystając z fałszywej tożsamości), skąd trafił do obozu w Gusen. Stanisław Czuba miał mniej szczęścia, po zatrzymaniu został ścięty o głowę w Poznaniu.
Niestety nie wiemy co dalej wydarzyło się z Alojzym Kilińskim po wojnie, jego życiorys znamy tylko dzięki publikacji Jerzego Jaśkowiaka, który od kilku lat nie żyje. Na szczęście mamy kolejne źródło w archiwum gen. Elżbiety Zawadzkiej znalazła się relacja wspomnianej uczestniczki konspiracji wokół biuletynu Ireny Pioterek, która przeżyła wojnę i sporządziła relację z tamtego okresu – ,,Powstała samorzutnie grupa konspiracyjna, pragnąca prowadzić dalszą walkę podziemną. Panowie ci kontaktowali się z p. Czubą – byłym właścicielem drukarni, który miał pewne wyposażenie drukarskie”. Wspomina ona o tym, że w tej grupie działał Alojzy Kiliński – ,,Zwerbowałam się do współpracy z Kilińskim. Prawie wszyscy mieliśmy ukryte radia. (…) Pierwszym moim obowiązkiem było słuchanie komunikatów radiowych i przekazywanie ich rano Kilińskiemu, Tomaszewskiemu lub Zabielskiemu. (…) W mieszkaniu Zabielskiego ul. 1 Maja 68, była jedna z melin, gdzie redagowano uzyskanych wiadomości, ulotki. Częściowo powielano je u Czuby, częściowo u Zabielskiego, a ponadto byliśmy tak zuchwali, że wykorzystywaliśmy nasze biuro”.
Wspomniana 1 Maja to dzisiejsza Gdańska. Wspomniana relacja powstała w latach 70., czyli w okresie PRL. ,,W 1940 roku rozpoczęliśmy drukowanie ulotek w języku niemieckim, które działały destrukcyjnie na wroga” – czytamy dalej. Nazwano to ,,akcją N”. Z tej relacji wynika, że początkowo gestapo zbyt dużo uwagi niemieckim broszurką nie poświęcało, ale zmieniło się to po wydaniu gazetki uderzającej w nadburmistrza Wernera Kampego.
Pioterek została zatrzymana 25 maja, po przesłuchaniach w Bydgoszczy trafiła do obozu Ravensbruck. Z uwagi na umiejętność pisania na maszynie skierowano ją do administracji więziennej. W kwietniu została ewakuowana wraz z innymi więźniami przez Czerwony Krzyż do Szwecji. Do Bydgoszczy wróciła w 1946 roku. Przez kolejne lata prowadziła normalne życie.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.





