Doktor Szymon Dankowski, doradca sejmowej komisji śledczej do spraw tzw. afery wizowej oraz ekspert ds. bezpieczeństwa kontrwywiadowczego, uważa, że polskie służby specjalne cierpią na brak koordynacji oraz stosunkowo niskie finansowanie w stosunku do potrzeb. W jego opinii należy jednak docenić zaangażowanie wielu funkcjonariuszy służb, dzięki którym udało się zneutralizować wielu obcych agentów.
Portal Kujawski: Co możemy powiedzieć o ostatnich miesiącach działalności polskich służb specjalnych?
Szymon Dankowski: Były one specyficzne i pełne sprzeczności. Charakteryzowały się nielicznymi wzlotami i bardzo wieloma upadkami polskich służb. Ogólnie, w kontekście sytuacji międzynarodowej, można stwierdzić, że ocena aktywności naszych służb, przede wszystkim kontrwywiadowczych, może wywoływać niepokój i powinna skłaniać do pogłębionej analizy przyczyn tego stanu rzeczy. Gdzie należy szukać powodów do niepokoju? Przede wszystkim w rażącym braku koordynacji działań służb, który dotykał najistotniejszych elementów bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa powszechnego.
PK: Są na to jakieś istotne przykłady?
Sz. D.: Oczywiście. Możemy posłużyć się najbardziej jaskrawymi przykładami, które szczegółowo opisywały media. W czerwcu dziennikarze ujawnili, że funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji znaleźli pozostawioną bez nadzoru broń i amunicję w pobliżu ukraińskiej granicy, na Podkarpaciu, na terenie lotniska. Informowano, że na miejscu czynności wykonywali funkcjonariusze CBŚP, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, SKW, Żandarmerii Wojskowej oraz specjaliści z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia. W początkowej fazie przekazów prasowych wskazywano, że jest to broń niewiadomego pochodzenia.
Dodatkowo MON wydał oświadczenie, że broń nie należy do wojska, i sugerował kontakt z MSWiA. Prawdopodobnie, w kontekście wcześniejszej afery związanej z zagubionymi minami, resort chciał szybko odsunąć od siebie podejrzenia. Po pewnym czasie przekaz wskazywał, że kontenery z bronią miała pozostawić prywatna firma, która otrzymała zlecenie przewiezienia ich do Ukrainy. Śledztwo, z powodu dużej wagi sprawy, natychmiast przejął Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Rzeszowie. Wstępne ustalenia śledczych miały wykazać, że koncesja zamieszanej w sprawę spółki nie obejmowała zgody na magazynowanie broni i amunicji. Dopiero po takim szumie informacyjnym zabrali głos rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński oraz rzecznik MON Janusz Sejmej. Przede wszystkim ponownie podkreślali, że broń nie należy do polskiego wojska. Poinformowano również, że CBŚP weszło do hangaru na podstawie postanowienia prokuratury, a broń i amunicja pochodziły od prywatnego podmiotu posiadającego koncesję na handel bronią. Zaznaczono, że firma działa legalnie w Polsce. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte już w maju, na podstawie zawiadomienia ABW, która od kilku miesięcy prowadziła operacyjną obserwację magazynu.
PK: Czy mamy zatem do czynienia z chaosem kompetencyjnym?
Sz. D.: Taki chaos trwał przez cały 2025 rok i był widoczny również w roku bieżącym. Minister Tomasz Siemoniak rozpoczynał ten okres, pełniąc jednocześnie funkcje ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynatora służb specjalnych. Następnie, ze względu na sposób sprawowania obu funkcji, w lipcu pozostał jedynie koordynatorem, a do MSWiA powrócił Marcin Kierwiński.
W listopadzie to już Marcin Kierwiński wypowiadał się jak koordynator. Wszystko to wydarzyło się w ciągu jednego roku. Mamy więc całkowity brak stabilizacji i ciągłości zarządzania. Do tego dochodzą kolejne zmiany organizacyjne. W 2024 r. premier, koordynator oraz szefowie ABW i SKW ogłaszali sukces restrukturyzacyjny obu służb poprzez przywracanie starych jednostek organizacyjnych ABW i tworzenie kolejnych struktur terenowych SKW.
PK: Czy źle, że powstały nowe delegatury?
Sz. D.: W 2024 r. przeprowadzono tzw. reformę ABW, polegającą na „przywróceniu” wcześniej zlikwidowanych delegatur ABW w niektórych miastach. W przeszłości zostały one przemianowane na struktury niższego stopnia, tzw. wydziały zamiejscowe. W lipcu 2024 r. sam premier, w obecności ministra Tomasza Siemoniaka, podczas szumnej konferencji prasowej w siedzibie „przywróconej” delegatury ABW w Rzeszowie ogłaszał sukces reformy mającej przywrócić skuteczność ABW. Wskazywał również na przekazanie dodatkowych 50 mln zł z rezerwy budżetowej na ten cel.
Nic się nie zmieniło poza nazwami struktur i powstaniem dodatkowych stanowisk funkcyjnych. Była też reforma struktur SKW, w ramach której przywrócono ważną jednostkę w Bydgoszczy. Z dniem 1 stycznia 2025 r. utworzono „nowe” jednostki terenowe, tzw. inspektoraty, w czterech miastach: Bydgoszczy, Olsztynie, Rzeszowie i Wrocławiu. Powstało również pięć nowych ekspozytur. Tak naprawdę przeprowadzono reformę wewnętrznych struktur SKW, na bazie której radykalnie zwiększono liczbę jednostek organizacyjnych. W praktyce spowodowało to przede wszystkim wzrost kosztów funkcjonowania służby. We wspomnianych czterech miastach istniejące terenowe komórki SKW, czyli ekspozytury, przekształcono w jednostki nazywane inspektoratami. Liczba zatrudnionych pozostała bez zmian, natomiast zamiast dwóch stanowisk kierowniczych w ekspozyturze powstało ponad dziesięć w inspektoracie, i to z wyższym uposażeniem. Dodatkowo w ramach tych zmian powstały zupełnie abstrakcyjne twory w postaci ekspozytur, które praktycznie nie mają obsady kadrowej ani własnych siedzib.
Najbardziej jaskrawym przykładem jest okręg wyborczy ministra Tomasza Siemoniaka, czyli okręg nr 21 — Opole. Powołano tam ekspozyturę SKW, która ma swoją siedzibę… na jednym z pięter budynku Inspektoratu SKW we Wrocławiu. I jeszcze długo będzie tak funkcjonować, ponieważ w Opolu trudno znaleźć dla niej odpowiednią siedzibę. Podobna sytuacja dotyczy powstałej ekspozytury w Wałczu, która ma siedzibę w budynku Inspektoratu SKW w Poznaniu. Zresztą okręg wyborczy Tomasza Siemoniaka, poza ekspozyturą SKW, zyskał również „przywróconą” delegaturę ABW.
Przeprowadzone reformy nie zmieniły niczego w tym zakresie. Nie przybyło oficerów operacyjnych, a jedynie kadry kierowniczej. Takie zmiany są wręcz szkodliwe. Utrzymanie dodatkowej administracji pochłania i tak niewystarczające zasoby finansowe służb. Wszyscy wiemy, że od dwóch lat polskie służby są niedofinansowane. Mówią o tym głośno nawet politycy partii rządzących. Poseł Marek Biernacki z PSL, członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych, w listopadowym wywiadzie telewizyjnym przyznał wprost, że był jednym z członków komisji, którzy rekomendowali negatywną opinię na temat projektu budżetu dla służb. Podkreślić należy, że większość w komisji, która negatywnie zaopiniowała budżet, ma koalicja rządowa. Sam Marek Biernacki przyznał, że „budżet jest za słaby”, szczególnie w przypadku ABW i AW.
PK: Czy Polska ma problem z finansowaniem służb specjalnych?
Sz. D.: Jako Polska pod względem finansowania służb specjalnych wypadamy obecnie słabo na tle Europy, wydając na ten cel mniej chociażby niż Rumunia. Przywołując jeszcze raz wypowiedź polityka PSL, do zaspokojenia potrzeb służb brakuje obecnie około pół miliarda złotych.
PK: Jak ta sytuacja rzutowała na działania służb w ostatnim czasie.?
Sz. D.: Z dostępnych danych wynika, że pomimo opisanych powyżej problemów przynajmniej część oficerów polskiego kontrwywiadu w ostatnim roku wywiązywała się ze swoich obowiązków w sposób właściwy. Zatrzymano prawdopodobnie kilkadziesiąt osób podejrzanych o różnoraką działalność na rzecz obcych wywiadów, głównie rosyjskiego. Te liczby są zaskakujące w porównaniu z okresem sprzed wojny w Ukrainie. Pokazują, że rosyjski przeciwnik radykalnie zaktywizował się na terenie Polski. Pozyskuje masowo nowy typ agentury, tzw. agentów jednorazowych. Są to osoby werbowane głównie przez Internet do realizacji stosunkowo nieskomplikowanych zadań wywiadowczych i dywersyjnych. Są nieprzeszkolone, dlatego stosunkowo łatwe do wykrycia.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






