Inowrocławianie nie potrafią walczyć o swoje interesy ponad podziałami. Jedna ze stron może jednak na tym zyskać (komentarz)

Inowrocławianie nie potrafią walczyć o swoje interesy ponad podziałami. Jedna ze stron może jednak na tym zyskać (komentarz)

W mediach społecznościowych czwartkowy protest w sprawie wykluczenia komunikacyjnego Inowrocławia stał się polityczną nawalanką, a memami podpisanymi ,,apolityczny protest” ilustrowani są prominentni politycy PiS Przemysław Czarnek i Dariusz Matecki. Z tego są jednak igrzyska, które w żaden sposób nie rozwiązują problemów komunikacyjnych Inowrocławia. Inowrocławska opozycja, która kilka razy przejechała się na taktyce straszenia PiS-em, również tym razem podjęła ryzykowną na dłuższą perspektywę grę.

Problem Inowrocławia polega na tym, że nie ma wobec tego miasta realnych planów drogowych, a próba przełamania tego impasu protestem w Warszawie zakończyła się opisanym wyżej cyrkiem.

Fakty na dzisiaj są takie, że koncepcja Via Pomerani jest jedynie polityczną koncepcją, którą przez pewien moment wspierało nawet Ministerstwo Obrony Narodowej, ale po oporach Ministerstwa Infrastruktury nie zanosi się na rozpoczęcie nawet prac planistycznych. Czyli tego tematu na dzisiaj nie ma. Marszałkowska koncepcja S15 nie zdołała się natomiast nawet na wstępie obronić merytorycznie. Jedyne na co może liczyć dzisiaj Inowrocław to na budowę, za kilka lat obwodnicy Nowej Wsi Wielkiej i na w miarę szybkie oddanie obwodnicy Brzozy Bydgoskiej.

Większym problemem wydaje się jednak to, że z perspektywy specjalistów od dróg w Warszawie, nie ma uzasadnienia ekonomicznego, aby inwestować konkretniej w drogi do Inowrocławia, co uzasadniane jest natężeniem ruchu. Na zespole parlamentarnym dyrektor w Ministerstwie Infrastruktury jasno powiedziała, że jak województwo chce standard 2×2 na drogach do Inowrocławia, to niech sfinansuje to ze swojego budżetu. Tego marszałek raczej nie zrobi, zatem tematu nie ma. Przełamać tę niekorzystną sytuację, w jakiej jest Inowrocław, mógłby taki protest w Warszawie, jako działanie niekonwencjonalne, ale pod warunkiem, że byłby ponad podziałami politycznymi.

Jedności nie było, a pojawili się politycy, którzy mówili o Tusku, ale to oni w dłuższej perspektywie mogą wygrać

Inowrocławska opozycja przyjęła narrację totalną, atakując wprost inicjatywę protestu, z ambicją przyklejenia mu łatki politycznej PiS-u i skrajnego skrzydła tej formacji związanego ze Zbigniewem Ziobro. Jednocześnie poszedł komunikat m.in. od wojewody, czy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (jakoś dziwnym trafem w dniu protestu), że w sumie to na rzecz Inowrocławia w ostatnim czasie realizowano sporo inwestycji. Zapewne chciano pokazać, że nie ma po co protestować.

Organizatorzy protestu spodziewając się tego, że opozycja będzie grała na dewaluowanie znaczenia protestu i nazywanie go upolitycznionym pokazali totalny brak wyobraźni, nie dostrzegając, że pojawienie się chociażby Przemysława Czarnka nie będzie wejściem w tę pułapkę? Miał być także Mateusz Morawiecki, ale tego dnia nie było w Warszawie. Tak samo można było sobie wyobrazić, że wystąpienie obwiniające premiera Donalda Tuska za wszelkie kłopoty Inowrocławia, również nie pomoże i da paliwa do dewaluowania znaczenia protestu.

To wszystko obarcza samorządów z powiatu, którzy zaangażowali się w ten proste i chociaż sami będąc w Warszawie podkreślali apolityczny charakter i w swoich wypowiedziach tego pilnowali, to politycy PiS, przy braku przeciwwagi ze strony koalicji rządzącej, jakby trochę ,,przejęli imprezę”. Tym można obarczać samorządowców i próbować przyklejać im polityczne łatki, co zresztą opozycja już robi i będzie robić dalej. Jeżeli taki był cel przeciwników prezydenta Inowrocławia, czy starosty to go osiągną, ale to jest sukces krótkotrwały.

Z wystąpienia posła Przemysława Czarnka można zrobić mema, ale to co powiedział, to powiedział. Padła z jego ust deklaracja budowy Via Pomeranii jak PiS wróci do władzy. Jak to zestawimy ze stanowiskiem drugiej strony, że w Inowrocławiu było tak dużo inwestycji rządowych, to właśnie powstało paliwo na wybory – jak zmieni się rząd to powstanie Via Pomerania – na którym dzisiejsza opozycja może sporo ugrać za rok. A utrata cennych głosów może wpłynąć na to, że dzisiejsza KO nie będzie tworzyć przyszłego rządu.

Nie oznacza to jednak, że za samym głosowaniem na PiS musi powstać Via Pomerania, bo będąc w opozycji można wiele obiecywać. Posłowie koalicji rządzącej bojkotując protest sami odebrali sobie głos i pozwolili na to, że PiS mógł narzucić narrację. Gdyby pod Kancelarią Premiera byli posłowie KO czy PSL, to zapewne Czarnkowi nie byłoby tak łatwo. KO po raz kolejny stosuje jednak taktykę polaryzacyjną, na której Arkadiusz Fajok mógł wygrać II turę (poprzez skłócenie się ze środowiskami, które mogły pomóc wygrać kandydatowi KO), później straciła większość w Radzie Miejskiej, a pośrednio też w Radzie Powiatu.