Tragiczna historia z września 1939 roku w Bydgoszczy. Przypomnijmy kluczowe fakty

Tragiczna historia z września 1939 roku w Bydgoszczy. Przypomnijmy kluczowe fakty

1 września 1939 roku rozpoczął się koszmar II wojny światowej. Tego dnia na Bydgoszcz spadły pierwsze bomby, ale to dopiero w kolejnych dniach zaczęło się prawdziwe piekło, które nad Brdę przyszło stosunkowo szybko. Dla odświeżenia wiedzy przygotowaliśmy zestawienie najważniejszych wydarzeń z jesieni 1939 roku z Bydgoszczy.

W 1939 roku relacje pomiędzy Polakami i Niemcami (było ich mniej niż 7% ludności miasta) zaczynały się robić napięte. Polski wywiad podejrzewał, że mogą oni szykować działania dywersyjne. Nawiążemy też do spisanych później relacji starosty bydgoskiego Juliana Suskiego.

1 września 1939

Informacja o wybuchu wojny nie wywołała w Bydgoszczy paniki. Jak relacjonuje starosta Suski część osób zaczęło wyjeżdżać z miasta, głównie w kierunku Inowrocławia. Wszystko przebiegało jednak spokojnie. Aresztowano ponad 100 Niemców, którzy wraz z wojskami rezerwy udali się w głąb kraju. Z powodu bombardowania węzła kolejowego, nie można było skorzystać z tego środka transportu.

Zgodnie z przepisami zarząd nad bezpieczeństwem miasta przeszedł w ręce dowódcy lokalnego odcinka obrony gen. bryg. Zdzisława Przyjałkowskiego . Tego dnia walki toczyły się w okolicach Tucholi. Pod wieczór sytuacja na froncie zaczęła się robić bardzo ciężka, głównie z powodu przewagi Niemców w sprzęcie pancernym. Władze miejskie ostrzeżono o tym, że pojedyncze czołgi mogą przedrzeć się przez front i dotrzeć do Bydgoszczy.

2 września 1939

Do Bydgoszczy zaczynają docierać uchodźcy z miasteczek przy zachodniej granicy Polski, które nie były bronione przez Wojsko Polskie (byli oni wygonieni przez Niemców pod groźbą rozstrzelania). Sytuacja na froncie sprawia, że gen. Przyjałkowski rozważa wycofanie się z Bydgoszczy za linię Brdy. Po sugestiach generała starostwo ewakuowało się do budynku klasztoru Zgromadzenia Ducha Świętego przy ówczesnej ulicy Kujawskiej. Około południa z Bydgoszczy zaczęła się wyprowadzać komenda Policji. Wieczorem na przedmieściach miasta doszło do kilku przypadków ostrzeliwania wojsk polskich przez niezidentyfikowanych sprawców. Można przypuszczać, że były to początki dywersji niemieckiej.

3 września 1939

W nocy starosta Julian Suski otrzymuje informację, że wojsko polskie przeprowadziło kontruderzenie i sytuacja na froncie zaczyna się poprawiać. Armia uspokajała twierdząc, że bezpieczeństwo Bydgoszczy chwilowo jest niezagrożone. Te optymistyczne nastroje w ciągu dnia zostały zrewidowane.

Około godziny 10 zaczęły pojawiać się pierwsze strzały w okolicy ulicy Gdańskiej z broni maszynowej. Pokazuje to, że dywersja niemiecka była przygotowywana od dłuższego czasu. W wielu miejscach miasta dochodziło do walk pomiędzy wojskami polskimi i niemieckimi dywersantami. Starosta Suski analizując sytuację ze swoimi współpracownikami doszedł do wniosku, że wśród uchodźców znajdowali się przeszkoleni dywersanci, którzy w ten sposób przedostali się do miasta, aby wesprzeć przygotowane przez bydgoskich Niemców działania. Straty poniesione przez obie strony do godziny 19:30 (wówczas się ewakuował z Bydgoszczy) szacuje Suski na mniejsze niż 200 poległych (w tym też przypadkowi przechodnie). Do podobnych dywersji miało dochodzić na terenie Koronowa i Solca Kujawskiego.

Major Jan Bielawski, który tego dnia przebywał w Bydgoszczy jest z kolei zdania, że Niemcy widząc wycofujące się jednostki 27 dywizji uznali, że cofa się cała polska armia, stąd też wywołali powstanie, chcąc zaznaczyć swój udział przy ,,wyzwalaniu miasta” (w 1939 roku Niemcy głosili, że Bydgoszcz w granicach Polski jest tymczasowo i celem jest jej powrót do Niemiec).

Wojska Wermachtu na ulicach Bydgoszczy pojawiły się 5 września, początkowo bydgoszczanie mylili ich z Brytyjczykami licząc, że przybyli bronić Polski. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej ponura.

Po 8 września

Do pierwszej publicznej egzekucji doszło 9 września na Starym Rynku, stąd też w tym miejscu znajduje się Pomnik Walki i Męczeństwa, przypominający o tych wydarzeniach. Wiele ofiar to były przypadkowe osoby, wyłapane w czasie organizowanej przez Niemców łapanki. Szacuje się, że do końca 1939 roku zamordowano około 5 tys. mieszkańców Bydgoszczy i powiatu. Bydgoszczanie stanowili około 2 tys. tej grupy ofiar. Starano się eksterminować głównie inteligencję.

Oficjalnym pretekstem do mordowania Polaków była wytworzona przez propagandę Goebbelsa ,,Krwawa niedziela”.  Dodatkowo w nocy z 9 na 10 miało dojść do polskiej dywersji przeciwko Niemcom, ta wersja nie ma jednak logicznego uzasadnienia, gdyż podejmowani działań dywersyjnych przez Polaków byłoby zwykłym samobójstwem. Nie mniej jednak wspomina o tym w odezwie do mieszkańców gen. Walter Braemer, który informuje, że po incydentach z dnia 9 na 10 września wydał rozkaz rozstrzelania kilku osób.

Do eksterminacji Polacy byli wyłapywani poprzez łapanki, niekiedy też Niemcy wskazywali osoby, z którymi mieli prywatne zatargi. Z relacji świadków wynika, że Niemka skazana za obrazę państwa polskiego w przeszłości wskazała jednego z Polaków, który został zastrzelony na własnym podwórku.  Pretekstem do rozstrzelania było nawet posiadanie broni myśliwskiej czy szabli we własnym domu.

W dniu 10 września do kościoła na Szwederowie, gdzie Polacy modlili się w ramach nieszporów weszli niemieccy żołnierze, którzy wytypowali 24 osoby, którym zarzucano zwalczanie dywersji niemieckiej w dniach 3 i 4 września . Wszystkich rozstrzelano.

W czasie łapanki zorganizowanej w dniu 8 września zatrzymany został polski urzędnik Jan Hinzeg, który po wojnie zeznał, że wypuszczano tylko tych, co byli wstanie udowodnić swoje niemieckie obywatelstwo.

Był wśród nas również ks. kanonik Stępczyński, któremu szczególnie ubliżano na dziedzińcu przy wysiadaniu z samochodu – opowiada Hinzeg – Prowadzono nas  z koszar ul. Gdańską, przez Plac Teatralny na Stary Rynek. Na ul. Mostowej kazano nam podnieść  ręce do góry. Na Starym Rynku pod kościołem pojezuickim rozstawiono nas zarówno w szeregach, jak i w rzędach w dwumetrowej odległości jeden od drugiego, i kazano stać w dalszym ciągu z rękami podniesionymi do góry.  Zauważyłem leżące pod murem zwłoki około 10 ludzi. Nie ulegało wątpliwości, że były to ciała rozstrzelanych.

Ostatecznie wszystkich jednak nie rozstrzelano i część osób zwolniono, w tym Jana Hinzega.

W pewnej chwili stojąca obok mnie jakaś kobieta próbowała przedrzeć się przez szpaler żołnierzy niemieckich, została jednak uderzona kolbą karabinu w głowę. Leżącą na ziemi, bito ją i kopano. Zaraz po tym incydencie stanął przed skazańcami oddział żołnierzy niemieckich z karabinami gotowymi do strzału. W tym momencie jeden ze skazańców wspiął się na palce i krzyknął ,,Niech żyje Polska!”. Rozległa się salwa, a ciała skazańców padały bezwładnie na kamienie – opowiada Kazimierz Karczewski  w zeznaniach spisanych przez Rajmund Kuczma.

Fragmenty zeznań zaczerpnęliśmy z książki pt. ,,Dywersja niemiecka i zbrodnie hitlerowskie w Bydgoszczy na tle wydarzeń w dniu 3 IX 1939” autorstwa Edwarda Serwańskiego.  Koszmar bydgoszczan trwał jednak właściwie do końca wojny, wielu Polaków w tym okresie przebywało w obozach koncentracyjnych, w bardzo trudnych warunkach bytowych.