7. Łużycka Dywizja Desantowa, nazywana popularnie błękitnymi beretami, uznawana była za jednostkę elitarną. Wśród jej określeń była też ,,polska piechota morska”. Jednostka była w strukturach Pomorskiego Okręgu Wojskowego i służyło w niej wielu Bydgoszczan. Z tego powodu w 2020 roku w Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy powieszona została tablica pamiątkowa, którą po roku zdjęto.
Propagowanie pamięci ,,błękitnych beretów” nie podoba się Instytutowi Pamięci Narodowej, który uznał jednostkę za ,,symbol komunizmu”. W grudniu 1970 roku jednostka została wykorzystana do zablokowania stoczni gdańskiej. Żołnierze realizowali działania pasywne, czyli nie byli wykorzystywani do działań ofensywnych. Pojawia się w tej sprawie jednak nazwisko jednej ofiary Kazimierza Stojeckiego, który zginał w Gdyni pod gąsienicami czołgu. Nie stwierdzono jednak wprost celowego działania, więc nie można wykluczyć wersji, że był to wypadek.
– Żołnierze mojej 7. Łużyckiej Dywizji Desantowej, czyli słynne „Niebieskie Berety”, zapisali wyjątkowo piękną kartę w historii pomocy społecznej. Choć była to jedna z najbardziej elitarnych, rygorystycznie szkolonych i bojowych formacji w całej strukturze Układu Warszawskiego, jej poborowi w latach 1963–1986 regularnie ściągali mundury bojowe, by w ramach tzw. czynów społecznych budować i ratować Pomorze. Stacjonując w Gdańsku, Słupsku i Lęborku, żołnierze ci wrośli w lokalną społeczność, a ich wkład w rozwój regionu był gigantyczny. Gdańsk i sąsiednie miasta w tamtych dekadach rozwijały się w niesamowitym tempie, a „Niebieskie Berety” były bezpłatną, doskonale zorganizowaną siłą inżynieryjną. Żołnierze zasadniczej służby wojskowej pomagali przy pracach ziemnych i transporcie materiałów na powstających wielkich blokowiskach, m.in. na gdańskiej Żabiance, Przymorzu czy Zaspie. W Gdańsku budowali ul. Grunwaldzką i Lotnisko, porządkowali ogrodnictwa. Pracowali jako dokerzy w portach Trójmiasta. Poborowi spędzili tysiące roboczogodzin na porządkowaniu, zakładaniu alejek, czyszczeniu stawów i rozbudowie wybiegów dla zwierząt w gdańskim ogrodzie zoologicznym. Saperzy i żołnierze dywizji wspierali odgruzowywanie i zabezpieczanie historycznych budynków w pasie nadmorskim oraz na terenie gdańskiego Głównego Miasta. Batalion Saperów z Lęborka, wchodzący w skład dywizji, wykonywał najtrudniejsze, codzienne zadania na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców. Przez całe lata 60. i 70. poborowi saperzy codziennie ryzykowali życie, oczyszczając lasy, plaże i tereny rolnicze z milionów sztuk niewybuchów z czasów II wojny światowej, umożliwiając bezpieczną uprawę ziemi i rozwój turystyki – pisze dr Andrzej Bogucki, bydgoski społecznik, który jest weteranem tej jednostki. Niebieskie berety wykorzystywane były tez do niszczenia zatorów lodowych na Wiśle, które stanowiły zagrożenie powodziowe.
– Dla nas żołnierzy, wojsko to nie były gabinety polityków w Moskwie czy Warszawie. Wojsko to byliśmy my, polscy chłopcy, nasi bracia i koledzy z kompanii czy plutonu, polska mowa, polski mundur, orzełek na berecie, choćby bez korony, i przysięga składana własnemu Narodowi. Nasz pot na 50 kilometrowych marszobiegach, nasza krew w lodowatych falach Bałtyku i nasze ryzykowanie życia przy rozminowywaniu kraju były w 100% polskie – dodaje dr Bogucki, który jest w gronie osób domagających się przywrócenia tablicy.
Czy MON nie ugiął się przed nadgorliwością IPN?
Decyzję o usunięciu tablicy za czasów ministra Mariusza Błaszczaka podjął organ prowadzący bydgoskie muzeum – czyli Ministerstwo Obrony Narodowej. Zgodnie z orzeczeniami polskich sądów, w tym także w kontekście sporu o Skwer Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy, o uznaniu jakiegoś elementu za propagującego ustrój komunistyczny można mówić tylko wtedy, gdy w powszechnym odbiorze tak jest odbierany. Praca naukowa to może być za mało. Tak było właśnie w sprawie skweru POW, gdzie IPN przedstawił jednoznacznie negatywne stanowisko, ale sąd zważywszy na to, że radni tę nazwę uchwalili jednomyślnie uznał, iż nie można mówić, że POW w powszechnym odbiorze jest symbolem komunizmu.
W Bydgoszczy jest więcej jednostek, które z powodu negatywnych opinii IPN są w niełasce, chociażby liczne jednostki lotnicze. Docierają do nas sygnały, że próby chociażby upamiętnienia 2 Korpusu Obrony Powietrznej w Bydgoszczy natrafiają na opór tej instytucji.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






