Opublikowane przed tygodniem wyniki Generalnego Pomiaru Ruchu z 2025 roku zamiast dawać argumentów za zasadnością budowy drogi S15 z Olsztyna przez Toruń i Inowrocław do Konina, w praktyce pokazują coś innego. O S15 i problemie wykluczenia komunikacyjnego Inowrocławia rozmawiamy z Filipem Lamańskim, redaktorem naczelny obserwatorlogistyczny.pl.
Pytamy Filipa Lamańskiego jaka jest zasadność budowy S15 – Nie ma. Na DK15 ruch względem 2020 roku zmalał i prawdopodobnie dalej będzie maleć gdyż tereny, przez które idzie DK15 są silnie wyludniającymi się obszarami. Co więcej spadł nawet ruch na DK15 między Inowrocławiem a Toruniem, gdzie raczej można było oczekiwać delikatnych wzrostów.
Zdaniem Lamańskiego szczególnie trudno jest obronić odcinek Toruń – Olsztyn w kontekście tego, że wkrótce powstanie wydłużenie S5 z Grudziądza pod Olsztyn – Budowa S15 to fantasmagoria samorządowców, którzy chcą pokazać, że cokolwiek robią. Na płaszczyźnie danych ta droga nie ma uzasadnienia. W tej chwili nie mamy drogi S5 z Grudziądza do Olsztyna, a już odnotowujemy spadki na DK15. Przy oddaniu S5 do Olsztyna ruch na DK15 jeszcze mocniej spadnie gdyż cześć ruchu z Torunia na Mazury skieruje się na północ autostradą A1 by kontynuować jazdę drogą S5. S15 jest zdublowaniem szlaków i to na terenach, gdzie już teraz nie ma zasadności budowy takiej drogi. Z czasem te tereny będą coraz mocniej wyludnione mając jednocześnie konkurencję ze strony S5. Budowa dróg być może pobudza wyobraźnie, ale powinna za tym iść analiza i chłodna kalkulacja, a nie emocje i tego należałoby oczekiwać od ludzi, którym powierzyliśmy władzę.
Co z Inowrocławiem?
Droga S15 przedstawiana była jako szansa na wyjście z marginalizacji komunikacyjnej przez Inowrocław – Całe województwo kujawsko-pomorskie przez nieudolność władz marginalizuje się komunikacyjnie. Kolejowo mamy braki, drogowo jest lepiej, jednak drogi są budowane tak by z województwa wyjechać, a nie je łączyć. Toruń połączyliśmy autostradą A1 z Gdańskiem i Warszawą, Bydgoszcz poprzez S5 z Poznaniem, a do dziś nie ma drogi ekspresowej między dwoma stolicami i największymi miastami regionu. To chyba najlepiej pokazuje jak wygląda polityka obecnych władz. A należy dodać, że ostatnie 20 lat to skok cywilizacyjny jeśli chodzi o budowę dróg w naszym kraju. Niestety w kujawsko-pomorskim nie był to aż tak spektakularny skok. Co do Inowrocławia. W trójkącie Bydgoszcz – Inowrocław – Toruń mieszka około 800 tys. osób a każde z miast dzieli podobny dystans około 40 km. To są naprawdę niewielkiej odległości. Przez przeciętną (ale poprawiającą się) ofertę kolejową oraz przeciętną (ale znacznie gorzej poprawiająca się) ofertę drogową, województwo samo spycha się na margines gospodarczy. Połączenie tych trzech miast w odpowiedni sposób leży w interesie nas wszystkich. Tylko tak można rywalizować z największymi ośrodkami miejskimi o kapitał. DK15 z Inowrocławia do Torunia mimo spadku ruchu powinna mieć poprawione parametry. Na DK25 z Bydgoszczy do Inowrocławia ruch z kolei wzrósł. Nie były to spektakularne wzrosty, ale natężenie ruchu na drodze jest dość duże i spokojnie można by było pomyśleć o S25 w konfiguracji 2+1. Zwłaszcza, że w końcu ukończymy obwodnicę Brzozy, która tak jak obwodnica Inowrocławia będzie w przekroju 2+2. Wówczas zostanie stosunkowo niewielki odcinek do budowy. Jeśli polityka władz województwa będzie prowadzona w taki sposób, by kooperować z większymi ośrodkami z innych województw zamiast współpracować wewnątrz kujawsko-pomorskiego, to nasze województwo po prostu samo się zmarginalizuje do rangi podmiotu nieistotnego.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






