Johann Wadephul będący federalnym ministrem spraw zagranicznych w ubiegłym tygodniu zasłyną za sprawą wypowiedzi, w której wskazał, że Niemcy są zobowiązane wypłacić odszkodowania dla ostatnich żyjących polskich ofiar II wojny światowej. Jest to ciekawa postać, bowiem w dyskursie publicznym pojawiają się informacje, iż jego rodzina pochodzi z naszego regionu.
W publikacjach niemieckich mediów pojawiały się wzmianki, iż rodzina Johanna Wadephula wywodzi się spod Bydgoszczy, z którą związany jest z kolei szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski.
Udało nam się dotrzeć do źródła tej informacji, którym jest wystąpienie Wadephula w czerwcu ubiegłego roku na Niemiecko-Polskim Forum. Dysponujemy jego całą treścią, bowiem opublikowane zostało na stronach niemieckiego MSZ. Przemówienie zaczęło się od nawiązania, że Nakło, nazywane po niemiecku Nakiel leży 5 godzin jazdy z Berlina – Jest to dla mnie miejsce szczególne, ponieważ właśnie tam w 1910 roku urodziła się moja babcia – wskazał Johann Wadephul, który dalej się zwracał do Radosława Sikorskiego – Mieszkasz zaledwie kilka kilometrów od miejsca, w którym żyła moja babcia. To niezwykły zbieg okoliczności. Podobnie jak fakt, że obaj urodziliśmy się w lutym 1963 roku – jeden z nas jest starszy od drugiego o trzynaście dni.
Polski minister ma swój dworek pomiędzy Nakłem i Szubinem (formalnie gmina Szubin). Minister Wadephul nawiązał też do dawnego obozu koncentracyjnego w Potulicach – Z Nakła, jadąc drogą w kierunku Bydgoszczy wzdłuż Noteci, dociera się do Potulic. Po napaści na Polskę nazistowskie Niemcy utworzyły tam obóz koncentracyjny, w którym więziono około 25 tysięcy ludzi. Droga biegnąca obok obozu została wybrukowana przez dzieci z obozu, które pracowały jako robotnicy przymusowi. Ponad tysiąc osób zostało zamordowanych w tym obozie przez narodowych socjalistów. Wśród nich było aż 581 dzieci poniżej piątego roku życia.
Niniejsza publikacja ukazuje się dopiero rok po tamtym wystąpieniu, ale warta jest nawiązania, bowiem w naszym regionie jest kompletnie nieznana. Tak naprawdę odbiło się ono echem jedynie w niemieckich mediach.
– Wiem, że niektórzy ludzie w Polsce mają poczucie, iż w Niemczech nadal zbyt mało wiadomo o tym, co nazistowskie Niemcy uczyniły w Polsce. To mnie boli. Dlatego mówię bardzo wyraźnie: Niemcy nigdy nie mogą i nigdy nie zapomną o milionach ofiar niemieckiej okupacji Polski – puentował swoje wystąpienie niemiecki minister.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






