Według analityków BGK populacja kujawsko-pomorskiego skurczy się prawie o 1/4

Według analityków BGK populacja kujawsko-pomorskiego skurczy się prawie o 1/4
Brzózki

Populacja Polski do 2059 roku według GUS spadnie poniżej 32 mln Polaków, ale prognoza ONZ mówi już, że będzie to bliżej 30 mln. Raport pt. ,,Demografia a przyszłość finansów samorządów lokalnych w Polsce” poświęcony jest głównie skutkom finansowym dla coraz mniejszych jednostek samorządowych.

Depopulacja będzie oznaczać zmniejszenie się bazy podatkowej i spadek dochodów podatkowych samorządów. To z kolei będzie mieć istotne konsekwencje dla zdolności samorządów do realizacji swoich zadań, w tym utrzymania infrastruktury oraz zapewnienia podstawowych usług publicznych, takich jak oświata, transport i ochrona zdrowia. Należy spodziewać się również pogłębienia się dysproporcji pomiędzy obszarami wiejskimi i największymi miastami. – czytamy w opracowaniu ekspertów banku BGK.

W ramach tego raportu przeprowadzono prognozę populacji województw – kujawsko-pomorskie z 1 mln i 984 tys. mieszkańców skurczyć ma się do 2060 roku o 445 tys., zatem populacja spadnie poniżej 1,5 mln mieszkańców. Poważną przemianę w tej prognozie przechodzi struktura osadnicza. Dzisiaj najwięcej mieszkańców zamieszkuje gminy o wielkości 10-25 tys. mieszkańców – 534 tys. osób, a na drugim miejscu mamy przedział 5-10 tys. z 328 tys. mieszkańców, a na trzecim miejscu jest przedział 250-500 tys., czyli w praktyce mowa o Bydgoszczy z populacją 324 tys. . W 2060 roku grupa 10-25 tys. skurczy się do 407 tys., nie będzie natomiast żadnego samorządu z populacją powyżej 250 tys. mieszkańców. Drugą grupą będzie 100-250 tys., która urośnie do 366 tys. – będzie to w praktyce łączna populacja Bydgoszczy i Torunia.

Bardzo wiele miast i gmin, a pewnie nawet wszystkie w Polsce, będzie się musiało powoli dostosować do tego, że trzeba zarządzać w mądry sposób kurczeniem się liczby ludności. To nie oznacza pogarszania warunków życia, zmniejszania produkcji czy biednienia, ale że musimy w mądry sposób się dostosować do zmiany liczby ludności – przekonuje główny ekonomista BGK, Mateusz Walewski, w rozmowie z agencją Newseria.