Bruski specjalnie referendum nie musi się obawiać. ,,Lans” spalił szansę

ratusz

Po majowym referendum w Krakowie, które zakończyło się odwołaniem prezydenta miasta, zaczęto zapowiadać podobne inicjatywy w innych miastach. W Bydgoszczy jako pierwszy do referendum zaczął nawoływać Ruch Narodowy, a dokładniej w mediach społecznościowych Hanna Gutowska. Takie granie na budowanie swojego wizerunku referendum sprawiło, że specjalnie nikt tej inicjatywy nie chce wesprzeć, a to praktycznie oznacza klęskę referendum.

Media społecznościowe, w tym Facebook rządzą się swoimi prawami, gdzie bycie szybszym i głośniejszym może faktycznie pomóc, ale wiele razy przekonywaliśmy się, że nawet duże zasięgi z Facebook-a nie przenoszą się na wyniki wyborcze. W przypadku inicjatyw referendalnych najtrudniejsze zadanie to zebranie w określonym czasie wymagalnej liczby podpisów – jeżeli chodzi o Bydgoszcz to musi być ich ok. 24 tys. Do tego trzeba rzeszy ludzi, którzy będą regularnie poświęcać godziny na ich zbiórkę.

Jak nieoficjalnie słyszymy jako pierwsi od inicjatywy Gutowskiej odcięły się struktury drugiej formacji tworzącej Konfederację, czyli Nowej Nadziei Sławomira Mentzena. Część tych działaczy w 2017 roku brała udział w nieudanej próbie referendalnej wywołanej przez byłego posła Pawła Skuteckiego, mocno angażując swój czas. Słyszymy, że mają oni żal do błędów organizacyjnych, które niwelowały wysiłki ponoszone oddolnie. Z tego powodu wzywanie do referendum na Facebook-u, przy okazji dla próby wybicia swojego nazwiska, nie zostało poważnie potraktowane.

Również osoby i środowiska, które w 9 lat temu próbowały odwołać Rafała Bruskiego podały działaczce Ruchu Narodowego czarną polewkę – Widać, że jej chodzi tylko o lans, ale poza gadaniem o referendum nawet programu nie przygotowała. To nie ma szans na powodzenie – mówi nam osoba, która ma dość rządów prezydenta Bruskiego i w 2017 roku wspierała starania na rzecz jego odwołania.

Temat próbował ratować wywiadem z Gutowską Tygodnik Bydgoski, który również w 2017 roku był zaangażowany w próbę referendalną, ale to nie zmieniło nastawienia potencjalnych głównych graczy, którzy mogliby wspomóc inicjatywę referendalną.

Ruch radnym też odgraża się referendum

Zebranie podpisów nie oznacza automatycznego sukcesu referendum. Odsetek pozytywnych prób referendalnych w Polsce jest dość niski, a w gminach gdzie się udawały zazwyczaj powstawały szerokie koalicje ponad podziałami politycznymi. Wynika to z tego, że ludzie aż tak chętnie nie chodzą na referenda. Chyba, że w sprawach, które ich dotyczą widzą arogancję władzy lub totalne dyletanctwo.

Możliwości koalicyjne próby referendalnej pod szyldem Ruchu Narodowego w Bydgoszczy są znikome, gdyż opieranie się głównie na antyukraińskiej narracji w mieście jakim jest Bydgoszcz nie chwyci. Samo wchodzenie w taką narrację jest wręcz ryzykowne, bo samo rzucanie takich haseł sprawić może, iż spora część mieszkańców z automatu zostanie już w domu.  Środowiska centrowe, czy lewica Zanberga, które co do zasady krytykuje Bruskiego, w ogóle o takiej współpracy nie chce słyszeć. Potencjalna liderka referendum zatem nie ma możliwości łączenia, a działaniami w socialmediach dzieli. Środowisko ruchów miejskich ma Ruchowi Narodowemu natomiast żal o próbę unieważnienia wyborów do Rady Osiedla Bocianowo-Śródmieście-Stare Miasto, które przegrała była działaczka narodowców.

Kilka dni temu Gutowska zaczęła w mediach społecznościowych odgrażać się referendum także w sprawie odwołania Rady Miasta Bydgoszczy, z powodu przekazania w lutym symbolicznego wsparcia dla miast partnerskich Bydgoszczy Krzemieńczuka i Czerkas. W praktyce jest to spalenie mostów z radnymi do wsparcia potencjalnego referendum przeciwko prezydentowi.