Dlaczego Bydgoszcz ma się zgadzać na likwidację bibliotek lub większą partycypację? (komentarz)

ratusz

Umów należy dotrzymywać. Z tego powodu marszałek Piotr Całbecki powinien szanować umowy zawarte przez jego poprzednika Waldemara Achramowicza. Mówienie publicznie, że ktoś kogoś okrada w sytuacji, gdy odbywa się to zgodnie z obowiązującą umową jest nie tylko nieuczciwe, ale to skrajne politykierstwo. Z tego powodu Bydgoszcz nie powinna ulegać na tego typu zagrywki.

W niedziele przytoczyliśmy zapisy obowiązującej od 1999 roku umowy na współprowadzenie bibliotek w Bydgoszczy, gdzie jasno wskazano, iż Województwo Kujawsko-Pomorskie zobowiązuje się do utrzymania funkcjonującej na 1999 rok struktury bibliotek w Bydgoszczy, finansować wynagrodzenia pracowników oraz w 50% finansować zakup książek. Z tego powodu wypowiedzi wicemarszałka Zbigniewa Ostrowskiego, że Samorząd Województwa domaga się tego co mu się należy, czyli pokrywania przez Bydgoszcz 100% kosztów utrzymania filii, nie ma oparcia w faktach.

Umowa mówi jasno jakie są zobowiązania Samorządu Województwa. Nie oznacza to, że z uwagi na upływ 27 lat nie należałoby tego zmodyfikować. Powinno się to jednak odbywać w transparentnym dialogu – z zauważeniem, iż Województwo, które się na takie warunki kiedyś zgodziło, tutaj prosi drugą stronę o zmianę zasad partycypacji, a nie poprzez pokrzykiwanie na sejmiku, że Bydgoszcz doi województwo (wypowiedź marszałka Całbeckiego). W takich warunkach nie da się toczyć rzeczowego dialogu i Bydgoszcz nie powinna w nim brać udziału.

Ratusz podejmując taką analizę powinien wcześniej przyjrzeć się różnym płaszczyznom, w tym kulturze, bo być może są obszary, gdzie Bydgoszcz jest znacznie gorzej traktowana od Torunia i za większym ciężarem utrzymania bibliotek przez Bydgoszcz, powinny pójść zmiany zasad na innych polach na rzecz Bydgoszczy.

W praktyce Zarząd Województwa ma co prawda mocniejsze narzędzia nacisku jak np. całkowite wycofanie się ze współprowadzenia bibliotek, ale w ogóle rozważanie tego typu opcji będzie stawiać na wątpliwość dalsze funkcjonowanie tego województwa.

Narracja marszałkowska ma więcej niespójności z rzeczywistością

Już w czerwcu przytoczyłem wyliczenie, iż utrzymanie toruńskich bibliotek jest droższe od bydgoskich. Bydgoskie kosztują łącznie 19,3 mln zł, z czego Bydgoszcz dokłada 2,8 mln zł, a toruńskie 21,3 mln zł, ale Toruń dokłada i tak mniej, bo 2,1 mln zł. Chcąc racjonalizować koszty w województwie już to nakazuje skupić się najpierw na Toruniu.

Dołóżmy do tego, że toruńska siedziba główna Biblioteki Copernicańskiej została zmodernizowana za ponad 30 mln zł, a w Bydgoszczy modernizację jedynie od wielu lat się obiecuje. Bydgoska Biblioteka Główna jest własnością Miasta, a Województwo użytkuje ją bezpłatnie. Jeżeli chcemy dzielić koszty to wliczmy do nich to, ile korzystanie z takich budynków w ścisłym centrum miasta by kosztowało. Jak to wszystko zestawimy to okaże się, że przepaść między kosztami dla województwa na rzecz utrzymania bibliotek w Toruniu jest znacznie większa.