Mijają właśnie dwa lata kadencji Sejmiku Województwa w czasie których podjęto uchwałę o likwidacji podmiotowości Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy, a marszałek województwa wprost chciał sabotować plany rozwojowe Bydgoszczy poprzez pisma z tezą do organizacji ekologicznych. Radni koalicji nic w tym złego nie widzą, a opozycji jedynie pytali, bo pomimo pełnienia funkcji politycznej nie było ich stań na wyrażenie politycznej negatywnej oceny. W praktyce jak śledzę sesję sejmikowe od 2013 roku, to tak biernej reprezentacji Bydgoszcz w sejmiku w tym okresie nie miała.
Pierwszy sygnał, że sprawy mogą zmierzać w niekorzystnym kierunku pojawił się już na pierwszej sesji, gdy pierwszy raz w historii kujawsko-pomorskiego samorządu nie wybrano przedstawiciela Bydgoszczy do prezydium Sejmiku Województwa. Trzeba pamiętać o pewnej genezie politycznej – początkowo mieli być marszałkowie rotacyjnie raz z Torunia, a raz z Bydgoszczy. Tę zasadę złamano, bo marszałkowie zawsze są z Torunia, ale ustalono, że dwóch wicemarszałków ma być z Bydgoszczy oraz przewodniczący Sejmiku Województwa. Tak też było przez jakiś czas, ale już od 2010 roku jest już tylko jeden wicemarszałek, a od 2014 zamiast przewodniczącego sejmiku był wiceprzewodniczący. Od 2024 roku nie ma nawet wiceprzewodniczące – radni z którymi rozmawiałem o tym w maju 2024 roku bagatelizowali to chcąc pokazać, że to jest nieistotne.
Radni KO nie kryją się
Na przełomie 2024 i 2025 roku mieliśmy taki paradoks, że wicemarszałek województwa jednocześnie pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy, próbując na bydgoski grunt zaszczepiać toruniocentryczną ideę Zarządu Województwa. Formalnie posiedzenia zarządu TMMB wicemarszałek Zbigniew Ostrowski traktował jak czas pełnienia funkcji wicemarszałka (działalności w TMMB nie uznał zatem za społecznej po godzinach urzędowania), a marszałek Całbecki na jednej z sesji ocenił, że – Trudno rozdzielić te dwie rzezy.
Debiutująca w sejmiku radna Anna Niewiadomska, gdy były sprawy sporne między Miastem Bydgoszcz i Zarządem Województwa zawsze staje po stronie marszałka, w szczególności w głosowaniach. Radna próbowała poprzez groźby prawne jednocześnie uciszać naszą krytykę. Mieliśmy też sytuację etycznie kontrowersyjną, gdy radna była zatrudniona w Filharmonii Pomorskiej, która podlega Zarządowi Województwa, co rodziło ryzyko politycznej zależności.
Opozycja Bydgoszczy chce dać świeczkę a marszałkowi ogarek
Znaczenie radnych opozycji, którzy są w mniejszości jest oczywiście mniejsze, ale nie można o bydgoskich radnych powiedzieć, że walczą o swoich wyborców jak lwy. W dyskusjach na sejmiku unikają oni jednoznacznych ocen co do działań marszałka, jak podejmują tematy, które są aktualnie nośne medialnie to operują zdaniami typu ,,wojewoda napisał”, ,,rektor napisał” itp., kończąc zawsze pytaniem. Radni pytają co marszałek sądzi np. o liście rektora Politechniki Bydgoskiej, ale odpowiedź jest wtedy i tak do przewidzenia, bo przecież znane są wcześniejsze stanowiska marszałka w danej sprawie. Od żadnego radnego nie usłyszeliśmy wprost niezadowolenia chociażby w temacie sporu marszałka z Politechniką Bydgoską, gdyż unikają oni opowiedzenia się po którejś ze stron. W praktyce oznacza to, że głosy opowiadające się za bydgoskimi interesami specjalnie na sejmiku w tej kadencji się nie pojawiają. W poprzedniej za sprawą radnego Romana Jasiakiewicza były niemal na każdej sesji.
Radny Jarosław Wenderlich do 2024 roku był radnym Rady Miasta Bydgoszczy, w której regularnie krytykował prezydenta Rafała Bruskiego. O tym, że ten radny ma negatywne zdanie o prezydencie Bydgoszczy doskonale opinia publiczna wie, ale już nie wiadomo co sądzi o marszałku Całbeckim, bo unika deklaracji w tym kierunku. Z kolei szef klubu Marek Gralik zalicza się do najbardziej podróżniczych radnych w tej kadencji bo był z marszałkiem m.in. w Osace, Tokio, w Rzymie (i innych włoskich miejscowościach).
Zarząd Województwa lekceważy bydgoski samorząd, a radni udają, że tego nie widzą
Oprócz opisanych kwestii jak np. decyzja o likwidacji podmiotowości Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy, mamy regularnie mniejsze regularnie pojawiające się problemy. Zarząd Województwa coraz częściej ignoruje stanowiska Rady Miasta Bydgoszczy. Od 1,5 roku nie ma odpowiedzi chociażby na apel w temacie utworzenia Regionalnej Placówki Predadopcyjnej. Na sejmik te kwestie nie mają szans wejść, bo bydgoscy radni ich nie poruszają. Ostatnio potwierdzono, że przez długie lata nie będzie pociągów bezpośrednich z Bydgoszczy do Kcyni – dla bydgoskich radnych to mało istotny temat.
Brakuje Jasiakiewicza
Na pewno wpływ na bierność bydgoską w sejmiku ma brak w jego składzie radnego Romana Jasiakiewicza, który był zainteresowany reprezentowaniem Bydgoszczy w latach 2024-2029, ale nie traktowano go do końca poważnie przy układaniu listy. Nie będę wchodził teraz w szczegóły, ale ostatnie 2 lata pokazały, ze osoby niechętne mu przyczyniły się do tego co obserwujemy w sejmiku.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






