Syn bydgoskiego kata przez dziesiątki lat szukał prawdy

Syn bydgoskiego kata przez dziesiątki lat szukał prawdy
Fot: IPN

Przed miesiącem zapowiadaliśmy premierę książki ,,Polakożerca” autorstwa dr Filipa Gańczaka o niemieckim zbrodniarzu Ludolfie von Alvenslebenie. W minioną środę odbyło się spotkanie autorskie w bydgoskiej delegaturze IPN. Doktor Gańczak przyznał, że zainteresowanie nazistą wynikło z rodzinnej tragedii.

O samej książce pisaliśmy już: Był fanatycznym polakożercą

– Na Ludolfa von Alvenslebena naprowadziła mnie historia rodzina – przyznał dr Filip Gańczak, wskazując na spokrewnienie z jedną z ofiar – Wśród ofiar Zbrodni Pomorskiej w Karolewie jest ks. Antoni Kozłowski.

Zanim powstała książka autor zwiedził miejsca związane z historią życia nazistowskiego zbrodniarza- Pojechałem do Włoch i Argentyny, gdzie po II światowej przebywał Alvensleben – opowiadał historyk – Zależało mi, aby pokazać nie tylko dokumenty z archiwów, do których dotarłem, ale też aby odmalować miejsca, gdzie Alvensleben przebywał.

We Włoszech nazista pojawił się po tym, jak po zakończeniu II wojny światowej udało mu się uciec Brytyjczykom. Tam się też przez chwilę ukrywał i po zdobyciu dokumentów udał się do Argentyny, gdzie spędził resztę życia. Uczestnicy spotkania autorskiego dopytywali o postać Franciszkanina Eduardo Dömötera, który pomógł Alvenslebenowi uzyskać dokumenty na fikcyjne nazwisko.

Doktor Gańczak w Argentynie chciał się spotkać z jednym z synów Alvenslebena, ale ten nie chciał publicznie rozmawiać – Potwierdził on wprost, że miał fantastycznego ojca. Pytał czy jestem Żydem czy Polakiem. Jak powiedziałem, że Polakiem to stwierdził, że jestem z góry uprzedzony.

Drugi syn zmierzył się z historią, która była przed nim ukrywana

Zupełnie inne podejście przejawia Guntram Weber, drugi z synów, który urodził się 1943 roku, ale dopiero po 2000 roku dowiedział się kim jest jego ojciec. Ten wątek zresztą w książce Polakożerca jest wyszczególniony. Informacja o tym kim był jego ojciec była przed Guntramem ukrywana przez najbliższych, którzy chcieli go odciąć od historii rodzinnej. Intrygował go jednak kubek jaki pozostał mu po ojcu, którego nigdy nie znał ,,Od ojca chrzestnego” z inicjałami H. Himmler. Dopiero w latach 80. dowiedział się, że Henrich Himmler był jego chrzestnym, a na początku XXI wieku, że był synem Ludofla von Alvenslebena.

Znając imię i nazwisko, nie musi już szukać po omacku. W Berlinie i Ludwigsburgu, a później także w Bydgoszczy udaje się do archiwów: „Ilość dokumentów była ogromna”. Pracowniczka archiwum radzi mu, by skorzystał z pomocy psychologa. „Miała rację” – oceni Weber, gdy będzie mi o tym opowiadał – pisze w książce dr Gańczak.

Ten wątek pojawił się też na spotkaniu autorskim. Prowadzący je lokalny historyk dr Tomasz Ceran nawiązał do wizyty Guntera w Bydgoszczy – Oglądał nasze archiwa, spotkał się z córką zamordowanego nauczyciela.

Sporo uwagi na spotkaniu autorskim poświęcano przyjaźni Ludolfa von Alvenslebena z Himmlerem, postacią nr 2, zaraz po Hitlerze w III Rzeszy. Dzięki temu miał mieć silną pozycję i móc sobie na wiele pozwalać. Dr Filip Gańczak wskazywał, że zachowała się korespondencja, gdzie Alvensleben miał przedstawiać historie, iż na Pomorzu znaleziono bestialsko pomordowane Niemki, aby w ten sposób usprawiedliwiać potrzebę odwetu na Polakach.