Debata nad Planem Ogólnym wymaga pogodzenia różnych interesów miasta

Debata nad Planem Ogólnym wymaga pogodzenia różnych interesów miasta

Długofalowo Plan Ogólny, który planuje się przyjąć w sierpniu, będzie niósł wiele skutków – począwszy do tego, że wyciętego lasu się później nie odtworzy, po realną możliwość spowolnienia rozwoju miasta. Rzeczowej debacie nie sprzyja niestety opieranie jej na emocjach, a mało kto jest świadomy, że Bydgoszcz jeżeli chodzi o budownictwo mieszkaniowe jest w tyle, a do standardów unijnych nam wciąż daleko.

Spoglądając na aktywność części radnych i aktywistów, to czarnym charakterem są developerzy, którzy mogą mieć w garści prezydenta (tego wprost się nie mówi, ale można sobie taką narrację dopowiedzieć). Problem miasta leży jednak w tym, że jak developerzy będą mieli tutaj pod górkę, to wybiorą tereny w gminie ościennej, gdzie nastawienie jest zupełnie inne. Co zresztą już dzieje – raport banku PKO BP wskazuje powiat bydgoski jako obszar o silnym wzroście nasilenia budownictwa, wyróżniającego się na tle innych powiatów. Oznacza to, że z jednej strony z Bydgoszczy uciekają podatki, chociaż ci mieszkańcy i taką będą korzystać z miejskiej infrastruktury, a także generuje problemy związane z suburbanizacją. Chociażby regularne dojazdy do Bydgoszczy, za czym pójdzie kongestia i być może konieczność inwestowania w infrastrukturę.

Nie oznacza to od razu przyzwolenia na budowanie ,,gdzie popadnie”, ale w debacie jeżeli podnosi się ograniczenie zabudowy w jednym miejscu, należałoby w zamian wskazać inne miejsce.

Jednocześnie większość miast w Polsce, zwłaszcza średnich i małych położonych poza obszarami metropolitalnymi, zmaga się postępującą depopulacją i utratą funkcji (Sroka 2021). Prowadzenie aktywnej polityki mieszkaniowej jest ważnym krokiem, dającym impuls do przeciwstawiania się tym negatywnym procesom. Jeśli miasta chcą walczyć o swoją przyszłość, powinny stać się znaczącym graczem w obszarze mieszkalnictwa – wskazują w analizie ,,Miasto jako inwestorzy mieszkaniowi” eksperci z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów. Przy czym ta analiza za idealną sytuację wskazuje, prowadzenie inwestycji przez samorządy np. w formie budownictwa społecznego. W Bydgoszczy inwestycje samorządowe w mieszkalnictwo stanowią niewielką część.

Budownictwo mieszkaniowe staje się zatem kartą przetargową w procesie migracji wewnętrznych.

Polacy chcą coraz większego metrażu

Paradoksalnie może wyglądać sytuacja, gdy według GUS spada populacja, widoczne są inwestycje mieszkaniowe, a jednocześnie są oczekiwania nowych terenów inwestycyjnych.

Istotnym wskaźnikiem ilustrującym dostępność mieszkań jest ich liczba na 1 tys. mieszkańców. W Bydgoszczy ten wskaźnik wyniósł w 2020 roku 448 i był najniższym wśród 8. największych polskich miast, członów Unii Metropolii Polskich. Z miast wojewódzkich minimalnie gorszy wskaźnik odnotował jedynie Gorzów Wielkopolski. Średni wskaźnik dla UE wynosił 495, gdyby liczyć tylko największe miasta, byłby on jeszcze większy. Z danych GUS wynika, że w 2023 roku (na podstawie BDL GUS) ten wskaźnik wzrósł w Bydgoszczy do 490, gdy w Europie wzrósł on do 516. W Gorzowie Wielkopolskim wzrósł on do 496. Pod tym względem jesteśmy w ogonie.

Z tego raportu wynika też, że przeciętna powierzchnia mieszkania wynosi w Bydgoszczy 58,1, co jest drugim najniższym wskaźnikiem z miast wojewódzkich po Łodzi. Po przeliczeniu tej powierzchni na jedną osobę mamy 28,5 m2, co jest najniższym wskaźnikiem z miast wojewódzkich. W skali UE średnia przekracza 42 m2.

W Polsce notowany jest też wzrost liczby osób w wieku 25-34 lata mieszkających z rodzicami 2020 roku było to 47%, aby do 2023 roku wzrosnąć do 52,9% (na podstawie danych Eurostat). Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest niska dostępność mieszkań.

Radni chcą nowych terenów pod mieszkania, chociaż mogą o tym nie pamiętać

Konieczność wyznaczania nowych terenów zabudowy, co literalnie robi projekt Planu Ogólnego to cel strategiczny w Strategii Ponadlokalnego Rozwoju Metropolii Bydgoszczy, którą Rada Miasta Bydgoszczy przyjęła jednomyślnie.

To właśnie w granicach miasta-rdzenia powinno zostać stworzone zaplecze mieszkaniowe pozwalające na zatrzymanie procesów depopulacyjnych. Odpowiednie powiększenie zasobu terenów mieszkaniowych w Bydgoszczy, przy jednoczesnym zwiększeniu ich chłonności urbanistycznej, pozwoli na bardziej racjonalne wykorzystanie istniejącej infrastruktury technicznej i społecznej oraz na zmniejszenie presji osadniczej na obszary wiejskie i podmiejskie. W ujęciu metropolitalnym poprawi atrakcyjność osiedleńczą Bydgoszczy jako ośrodka ponadregionalnego – czytamy w dokumencie.

Pomiędzy tą strategią i projektem Planu Ogólnego występuje bezpośrednia korelacja, bowiem w planie znajduje się wprost odwołanie, że zwiększenie potrzeby powierzchni zabudowy mieszkaniowej. To też w oparciu o szacunek populacji bydgoskiej za 2025 rok na poziomie 369 tys. mieszkańców, wyliczono zapotrzebowanie na zabudowę, a nie prognozę GUS zmniejszenia populacji do 286 tys. w 2035 roku, jak przedstawiała pierwsza wersja projektu Planu Ogólnego z ubiegłego roku. Oparto się tutaj na ekspertyzie Uniwersytetu Wrocławskiego uznając, że w danych GUS niedoszacowana jest liczba studentów oraz żołnierzy jednostek NATO wraz z rodzinami. W tym tygodniu o analizie UW napiszemy szerzej.

Jednakże, aby zahamować depopulację centrum i wzmocnić jego atrakcyjność osiedleńczą, niezbędne jest zwiększenie oferty mieszkaniowej w granicach administracyjnych miasta – napisano w strategii, którą radni poparli jednomyślnie.

Lekarstwem na demografię w tej strategii jest przyciąganie nowych inwestycji i talentów, czyli oparcie się na migracji.

Tę strategię poparły wszystkie gminy w Metropolii Bydgoszcz, chociaż czytając ją literalnie można odnieść wrażenie, że mogą one stracić nowych mieszkańców na rzecz miasta centralnego. Zauważa się w niej jednak negatywne skutki suburbanizacji jak pojawiające się problemy chociażby z infrastrukturą wodociągową w gminach ościennych, czy chaotyczny rozwój zabudowy jednorodzinnej, co generuje koszty utrzymania nowych dróg.