Dzisiaj (29 września) poziom Wisły w bydgoskim Fordonie przekracza nieznacznie 90 cm, to lepiej niż było jeszcze kilka dni temu, ale i tak mniej niż mogliśmy sobie wyobrażać w ubiegłym roku. W Warszawie 108 cm to również niezbyt optymistyczny stan. Zdaniem prof. Michała Habla z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego cierpimy i będziemy cierpieć na skutki deficytu wód podziemnych z kilku lat.
– Będziemy doświadczać coraz głębszych niżówek. Ta nieregularność przepływu będzie wzrastać z powodu tego, że poziom wód podziemnych od dawna nie został uzupełniony – ocenia prof. Michał Habel, kierownik Katedry Rewitalizacji Dróg Wodnych UKW – Tak naprawdę nawet jedna śnieżna zima nie pozwoli uzupełnić poziomów tych, które zasilają rzeki.
Bydgoszcz i Warszawa leżą na obszarze nizinnym co zdaniem naukowca też ma swoje konsekwencje – Na obszarze nizinnym na którym się znajdujemy 60% zasilania rzek pochodzi z wód podziemnych. Jeżeli nie mamy tego zasilania automatycznie poziom wody spada. Mamy do czynienia z niżówką hydrologiczną.
Ekspert uważam, że dla niektórych części kraju może to nieść konsekwencje chociażby w dostępie wody pitnej. Bydgoszcz ma od Warszawy lepszą sytuację, gdyż opiera się głównie na rzece Brdzie, która większych problemów z przepływem nie ma. Warszawa bardziej zależna jest od wód podziemnych.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.






