Bydgoska Łuczniczka została w pełni zdigitalizowana w 3D

Bydgoska Łuczniczka została w pełni zdigitalizowana w 3D

Znajdująca się przed Teatrem Polskim rzeźba bydgoskiej Łuczniczki dłuta Ferdinanda Lepcke powstała w 1910 roku i dzisiaj jest jednym z głównych symboli Bydgoszczy. Dzięki digitalizacji każdy posiadacz drukarki 3D może teraz wydrukować sobie jej wierną replikę. Digitalizacja w 3D jest również swego rodzaju zabezpieczeniem dziedzictwa dla przyszłych pokoleń – gdyby doszło do zniszczenia rzeźby, to mamy dokumentację, aby ją wiernie odwzorować.

Odwzorowanie rzeźby znajduje się na stronach Młynów Rothera, gdzie można obejrzeć pomnik z każdej strony oraz pobrać plik do druku 3D: https://mlynyrothera.pl/rzezba-luczniczki-3d/

Z tego zasobu można korzystać bezpłatnie pod warunkiem ,że nie jest to zastosowanie komercyjne, czyli np. nie chcemy sprzedawać na podstawie tej dokumentacji pamiątek.

– Pomysłodawcą tego było Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska ze ścisłą współpracą z dyrektorem Młynów, powstał na stronach centrum wizerunek cyfrowy. My żeśmy zasponsorowali skanowanie naszej Łuczniczki, aby została przeniesiona do wieczności, że będzie zawsze z nami. Zawsze będzie można ją przywrócić, gdyby się jej coś stało – wyjaśnia Piotr Cyprys, prezes Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska. Skanowanie Łuczniczki to element działań w ramach 680. urodzin Bydgoszczy.

– To bardzo istotne żeby dziedzictwo Bydgoszczy zachowywać, żeby je promować i myśleć o nim jak o dobry wspólnym – zaznacza dyrektor Młynów Rothera Sławomir Czarnecki – Zachęcamy, bo to jest początek drogi. Pierwszy taki skan. Do współpracy organizacje, firmy, inne instytucje jeżeli chodzi upowszechnianie tego co już jest i zaangażowanie się w to, aby powstały kolejne skany.

Na konferencji prasowej padło oczekiwanie, aby kolejnym pomnikiem, który przejdzie digitalizację była Fontanna Potop, która już raz była zniszczona i dużym wysiłkiem odbudowana.

– Sam proces skanowania nie był łatwy, ze względu na to, że jest ona na wysokim postumencie, otoczona roślinnością. Więc wymagało to pewnego poświęcenia. No i poza tym dojścia do różnych miejsc, aby ten model był wierny. Wiec tutaj dochodziliśmy – nie było to proste – z pomocą drabin – wyjaśnia prof. Dariusz Markowski, który nadzorował proces skanowania.