Za kilka godzin w Gniewkowie rozpocznie się cisza wyborcza – nie będzie można agitować w sprawie odwołania organów tej gminy, a także zachęcać do udziału w niedzielnym referendum, gdyż o jego ważności zdecyduje frekwencja. Zapraszamy na ostatni materiał przed ciszą, a potem będziemy wyczekiwać wyników referendum.
Za główny zapalnik, jaki doprowadzić do tego, że mieszkańcy zaczęli zbiórkę podpisów była likwidacja szkół w Kijewie i Gąskach, później były jeszcze inne sytuacje, ale to właśnie od tego wątku wszystko się zaczęło. Kilka dni temu na profilu inicjatorów referendum pojawił się spot wyborczy wójt Ilony Wodniak-Kuraszkiewicz z 2024 roku, na którym na pytanie o likwidację wiejskich szkół odpowiada ,,nie”. Ta wypowiedź jak sprawdziliśmy nadal znajduje się na profilu wójt na Facebook-u. Inicjatorzy publikują jednak też niedostępne już nagrania, gdzie Wodniak-Kuraszkiewicz stojąc pod szkołą w Kijewie obiecywała, że tej szkoły nie zlikwiduje, w kolejnym fragmencie obiecywała nielikwidowanie szkół stojąc pod szkołą w Gąskach.
Kampania wyborcza ma swoje prawa
Decyzja o likwidacji tych szkół została podjęta 1,5 roku później, jak były nagrywane te filmy wyborcze. Można powiedzieć, że czasami po wyborach zmienia się sposób myślenia, niekiedy jest też tak, że kandydat w kampanii wyborczej nie specjalnie przejmuje się tym co później. Zwołanie przez mieszkańców inicjatywy referendalnej pokazuje, że niekiedy za takie rzeczy może przyjść zapłacić. Jeżeli referendum zakończy się odwołaniem wójt, to sytuacja ze szkołami w Kijewie i Gąskach może stać się podręcznikową.
Wójt z kolei prowadzi kampanie głównie w kierunku zachęcania do zignorowania niedzielnego referendum. ,,Populizm to mówienie ludziom co chcą usłyszeć zamiast tego co powinni wiedzieć” cytuje na Facebook-u byłego prezydenta USA Baracka Obamę wójt Wodniak-Kuraszkiewicz, próbując uderzyć w inicjatorów referendum. W tym wypadku z uwagi na obietnice dotyczące szkół może być to odbierane dwojako. Wójt opublikowała też nagranie, w którym mówi, iż gminę obejmowała w trudnej sytuacji finansowej, którą udało się jej wyprowadzić na prostą.
Referendum w drugim pytaniu dotyczyć będzie też odwołania Rady Miejskiej.
Referendum – zdecyduje frekwencja
– Nie idźcie na referendum – apeluje na nagraniu wójt Ilona Wodniak-Kuraszkiewicz. Dlaczego zwolennicy wójt mają nie iść w ogóle, zamiast zagłosować na pytanie referendalne na ,,nie” i opowiedzieć się za zostaniem na jej stanowisku? Wynika to z pragmatyki, bo żeby wynik referendum był ważny w sprawie odwołania wójt musi w nim zagłosować co najmniej 2.855 mieszkańców – jeżeli większość będzie chciał jej odwołania, ale frekwencja będzie mniejsza to referendum i tak nie będzie miało żadnej mocy. W przypadku Rady Miejskiej zagłosować musi 3.147 mieszkańców. Przepisy mówią, iż aby referendum było ważne, to musi w nim wziąć 60% wyborców, którzy brali udział w wyborach. Radnych wybrano w I turze, gdy frekwencja była wyższa, natomiast w przypadku wyborów wójt mieliśmy dogrywkę w II turze, gdzie frekwencja będzie nieco niższa. Może się zatem zdarzyć, że dojdzie do odwołania wójt, ale już nie Rady Gminy.
Referendum będzie odbywać się podobnie jak wybory powszechne w oparciu o 22 obwody głosowania – 7 zlokalizowanych w Gniewkowie, a pozostałe w sołectwach. Mieszkańcy otrzymają po dwie karty – jedną z pytaniem czy chcą odwołania Rady Miejskiej przed upływem kadencji, a drugą z pytaniem czy chcą odwołania wójt.
Głosowanie zakończy się w niedzielę o godzinie 21. Najprawdopodobniej jeszcze przed północną poznamy wyniki.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.





