,,My nie dolejemy wody do Wisły”. W Fordonie może być jeszcze gorzej

,,My nie dolejemy wody do Wisły”. W Fordonie może być jeszcze gorzej

W ostatnich dniach Wisła w Fordonie oscylowała między 82 i 94 centymetrami, aby w poniedziałek wieczorem spaść ponownie do 84 centymetrów ustanawiając kolejne rekordy niskiego stanu. Według prognoz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w środę może spaść nawet do 73 centymetrów.

– Niskie stany poziomu Wisły są papierkiem lakmusowym zmian klimatycznych. One są namacalne i widoczne. Trzy ostatnie sezony to ewidentny dowód na to, że mamy coraz mniej wody, która przepływa. To wynika m.in. z tego, że charakter Wisły jest śnieżno-deszczowy – mówi agencji Newseria Jan Piotrowski, pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. Wisły. – Ostatnia zima była śnieżna, ale bardzo długo mroźna, więc śnieg nie topniał i ziemia nie nasiąkała wodą. Nie było więc małej retencji. Wiosną z kolei bardzo szybko śnieg stopniał, więc woda nie miała kiedy się w tej rzece pojawić.

Niski stan Wisły to problem niemal całej Polski, dużo mówi się o Warszawie, ale skutki dostrzegamy też szczególnie w kujawsko-pomorskim. Z raportu „Klimat Polski 2025” IMGW wynika, że w ubiegłym roku roczna suma opadów wyniosła 546 mm, czyli 89,31 proc. normy. IMGW sklasyfikował 2025 jako rok suchy. Dodatkowo średnia temperatura w Polsce wyniosła 9,5°C, czyli 0,8°C powyżej normy z lat 1991–2020. Od 1951 roku temperatura w Polsce wzrosła w skali roku o ok. 2,4°C.

– Musimy sami zacząć się zastanawiać jak z tej wody skorzystamy. Tej wody nie będzie więcej, my nie dolejemy wody do Wisły – podkreśla Piotrowski.