Honorowy Obywatel Inowrocławia Edmund Mikołajczak zapowiedział, że w czerwcu zrezygnuje z mandatu radnego. Powodem są wątpliwości, czy oprowadzając jako regionalista wycieczki, nie naruszył ustawy antykorupcyjnej (formalnie sprawę skierowano już do wojewody). Mikołajczak jak przyznał takie zarzuty to ujma dla jego dobrego imienia, dlatego sam honorowo rezygnuje z funkcji. Trzeba postawić jednak wyraziste pytanie – czy będzie to uczciwe?
Potencjalna szkodliwość jego czynu jest łatwa do oszacowania – to 318,79 zł – mowa o pieniądzach jakie zarobić w Kujawskim Centrum Kultury jako przewodnik turystyczny, oprowadzając dwie wycieczki. Zważywszy na to, że kwestionowana jest legalność mandatów radnych za zasiadanie w zarządach spółek, którzy z tego tytułu od początku kadencji mogli zarobić setki tysięcy złotych, to kwota 318 zł wygląda groteskowo.
Radni, którym zarzucono zatem znacznie wyższe korzyści z tytułu naruszania przepisów o zakazie łączenia funkcji czy zarabiania na mieniu samorządu, z wygaszeniem mandatów się nie zgodzili poszli do sądów, co można założyć pozwala im dalej pełnić obie funkcję przez wydaje się co najmniej 1,5 roku, a w przypadku dużego obłożenia NSA sprawami kto wie czy nie będzie to grubo ponad 2, czy 2,5 roku.
Mikołajczak z prawa do obrony nie skorzystał i w praktyce zapowiedział, że sam wymierzy sobie karę, chociaż przecież mógłby wliczając w to czas na wydanie decyzji przez wojewodę, przeciągnąć ewentualną utratę mandatu o dobre 2 lata. Tego nie zrobił i to na tle innych osób wydawać się może nie do końca sprawiedliwe.
Ocena tej sytuacji jest trudna
Wydanie osądu w tym temacie nie jest łatwe, bo przepisy antykorupcyjne traktują jak utratę mandatu samo wystąpienie pewnych okoliczności – nie ma znaczenia, czy jest to 300 zł czy 10 tys. zł. Sądy administracyjne w ogóle nie podejmują się miarkowania tego typu spraw.
Na dzisiaj nikt nie jest też wstanie z pewną stanowczością ocenić, którzy radni faktycznie złamali przepisy antykorupcyjne, bo jest to skomplikowana materia, a dopiero sąd może dać ostateczną wykładnie. Jak na razie WSA podtrzymał wygaszenie mandatów trójki radnych powiatu, ale została złożona skarga kasacyjna do NSA. Paradoksem jest to, że jeżeli Edmund Mikołajczak podtrzyma zapowiedź zrzeczenia się mandatu, to w praktyce bez obrony sam się przyzna do winy.
Inowrocław zaczyna słynąć z wygaszania mandatów
Najprawdopodobniej Inowrocław wraz z powiatem wyróżniają się na tle kraju jeżeli chodzi o skalę wygaszania mandatów. W ubiegłym tygodniu powodem wygaszenia dwóch mandatów (Adam Banaszak i Izabella Wierzbińska ) była ocena Rady Powiatu, iż ci radni nie zamieszkują na terenie powiatu, co jest ustawowo powodem do wygaszenia mandatu. Przez lata śledzenia samorządów z tego typu zarzutami się spotykałem, ale pierwszy raz jestem świadkiem, że jakiś samorząd wygasił z tego powodu mandaty. Radni zazwyczaj do badania tego typu spraw pochodzą niechętnie, bo zazwyczaj wymaga to wchodzenia w sferę prywatną radnych.
Nie oznacza to jednak, że działania radnych z Inowrocławia, którzy tak masowo wygaszają mandaty należy odbierać negatywnie. W ostatnich latach można zauważyć przypadki, że wielu radnych (pisze ogólnie, nie tylko konkretnym powiecie) funkcjonowała na pograniczu zasad, które zostały uchwalone przez ustawodawcę jednak w konkretnym celu, poprawy transparentności samorządów i niezależności radnych. Niekiedy nawet w kuluarach padać mogą oceny, że to w sumie martwe prawo. Z Inowrocławia płynie przekaz przypominający, że wcale tak nie musi być.

Od 2009 roku związany z lokalnymi mediami. Specjalizuje się w tematach dotyczących infrastruktury, polityki regionalnej oraz funkcjonowaniu samorządów.





