Działajmy wierząc, że Bydgoszcz będzie wiecznym miastem, bo województwa są tylko przejściowo (felieton)

Działajmy wierząc, że Bydgoszcz będzie wiecznym miastem, bo województwa są tylko przejściowo (felieton)

Dzisiaj przypada dokładnie 680. rocznica nadania Bydgoszczy praw miejskich przez króla Kazimierza III Wielkiego. Zgodnie ze zwyczajem zapoczątkowanym kilkanaście lat temu przez Romana Jasiakiewicza jest to dzień zadawania sobie pytania Quo Vadis Bydgoszcz? Trudno jednak rozważać kierunki rozwoju, gdy wśród bydgoskich samorządowców ferowana jest idea stawiająca interes województwa wyżej niż Bydgoszczy.

Gdy mówimy o Bydgoszczy i świętujemy jej urodziny, to mamy w myślach historię, która przez wieki zbudowała jej tożsamość. Mówimy dzisiaj o 680. latach, ale mamy wszyscy świadomość, że wraz z grodami wczesnośredniowiecznymi i być może starożytnym Askaukalis jest to znacznie dłuższy okres, trudny dla nas do oszacowania. Jest to historia wzlotów i upadków, gdy raz byliśmy ważniejszym miastem w Europie, a były momenty totalnej degradacji, chociażby w XVIII wieku. Jesteśmy częścią tej sztafety pokoleń i mamy wpływ czy przyczynimy się do degradacji, czy wzrostu jej znaczenia. Od nas dzisiaj zależy, czy Bydgoszczy będzie za kilkadziesiąt lat dobrym miejscem do życia, czy czeka nas masowa depopulacja.

W swoich dziejach Bydgoszcz należała do wielu województw, w sporym okresie pełniąc funkcję ich stolic. Czysto pragmatycznym wnioskiem jest to, że w Polsce co kilkadziesiąt lat zmienia się układ województw. Zatem z niemal stuprocentową pewnością można ocenić, że kiedyś województwo kujawsko-pomorskie przestanie istnieć. Wbrew pozorom to może się łatwo stać i nie mam tutaj na myśli lokalnych konfliktów, ale oczekiwania jakie idą z miast mniejszych jak np. Koszalin czy Częstochowa, które na tym układzie cierpią. Nie musi być odległą rzeczą sytuacja, wystarczy jak jakaś partia pójdzie do wyborów z obietnicą reformy województw, aby było ich więcej i jak wygra wybory to zmiany staną się rzeczywistością. Jeżeli chodzi o kujawsko-pomorskie to 27 lat jego istnienia to permanentny spór polityczny, nie udało się zbudować wspólnoty, ani wspólnej tożsamości. Natomiast ci, którzy najgłośniej mówili, że budują jedność województwa, w praktyce przyczyniali się do psucia więzów, często w ten sposób utrzymując się u władzy.

Poruszam ten aspekt, przypominając o tym, że województwa nie są raz na zawsze, bo coraz częściej radni, którzy zamiast reprezentować interesy Bydgoszczy, głoszą kontr ideę, że ich misją jest dbanie o rozwój całego województwa. W praktyce pojawia się to przy dyskusjach po tym, gdy sejmik osłabia swoimi decyzjami Bydgoszcz. Decyzja o likwidacji podmiotowości Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Bydgoszczy była tłumaczona oszczędnościami, które wynoszą mniej więcej tyle ile Urząd Marszałkowski wydaje na najem zaledwie kilku samochodów – trudno zatem mówić tutaj o trosce o publiczny grosz. Na pierwszy rzut oka mówienie o dbaniu o cały region brzmi pięknie, ale jak zauważymy, iż ten nurt wywodzi się od marszałka i na czyny, to mamy do czynienia z nurtem toruniocentrycznym. Objawia się ta idea tym, że dopóki jest kujawsko-pomorskie należy wzmacniać za wszelką cenę Toruń w stosunku do Bydgoszczy. Ostatni rok to był szereg takich działań, z pismem do ekologów od marszałka z tezą w pytaniu, że Emilianowo jest niekorzystne dla środowiska.

Radni koalicji z Bydgoszczy w mówieniu, że ich misją jest dbanie o całe województwo chcą przykryć to, że w praktyce Bydgoszcz zdradzili. Przestańmy uciekać od tego słowa. Duży problem ze swoją tożsamością mają natomiast radni opozycji, którzy wobec marszałka są bardziej asertywni, to jednak nie potrafią o jego polityce wobec Bydgoszczy (mowa o bydgoskich radnych) mówić jednoznacznie, co w części może wynikać z obaw o napastowanie towarzyskie w kręgach sejmikowo-marszakowskich, ale głównie z powodu niepotrafienia przezwyciężenia dla dobra swojego miasta niechęci do prezydenta Bydgoszczy i jego otoczenia.

Od nas wszystkich zależy jaka będzie przyszłość Bydgoszczy – od naszych decyzji i podejmowanych działań. Od tego, czy będziemy potrafili współdziałać dla naszego miasta, czy też kalkulowali, czy obrona jego interesu przed politykami z Torunia nam się opłaci. Sygnałem o tym, że potrzebujemy otrzeźwienia jest to, że niewielu było gotowych okazać wsparcie dla rektora Politechniki Bydgoskiej, gdy podjął trudna walkę o pieniądze na rozwój bydgoskiej nauki i naszej pozycji jako ośrodka badawczego. Walka toczyła się o co najmniej miliony złotych, a często bycie beneficjentem projektów liczonych w zaledwie tysiącach zachęcało to schowania głowy w piasek.